Strona główna > Wyszukiwarka
Aktualności
Kiks Garrinchy. Platini
"Francuzi przyjechali w sierpniu 1991 roku na towarzyski mecz z Polską. Byli wtedy najlepszą drużyną Europy i sprali nas przy Bułgarskiej 5 do 1. Wybraliśmy się z kolegą na boczne boisko Lecha, usiedliśmy na trawie i mieliśmy prawie dwie godziny radochy – wszystko z odległości kilku metrów" - kolejny felieton Adama Adamczyka z cyklu "Kiks Garrinchy"
... gascoigne’a, Cantony, Papina, Amorosa, Eto’o, Saravakosa… Z bardzo bliska widziałem dwie rzeczy, które zrobiły na mnie wielkie wrażenie. O drugiej napiszę innym razem. Pierwszą był trening reprezentacji Francji na bocznym boisku Lecha. Francuzi przyjechali w sierpniu 1991 roku na towarzyski mecz z Polską. Byli wtedy najlepszą drużyną Europy i sprali nas przy Bułgarskiej 5 do 1. Wybraliśmy się z kolegą na boczne boisko Lecha, usiedliśmy na trawie i mieliśmy prawie dwie godziny radochy ...
więcej
Gary Lineker, piłka i ja (część II)
"Strzał był lekki. Oddany od niechcenia i w sam środek bramki. Zaraz potem strzelec z grymasem ni to śmiechu, ni to niesmaku z powodu słabo wykonanej roboty spuścił głowę i truchtem pobiegł w kierunku środka boiska. Myślę, że to bardzo ważne – by ustalić charakterystykę tego grymasu. To jedna z kluczowych kwestii opowieści. Jeśli niesmak i zażenowanie – sprawa jest prosta, brak koncentracji. Dzisiaj to brzmi naiwnie, ale myślę, że Lineker nigdy nie strzeliłby karnego po tak ewidentnym błędzie sędziego, to nie byłoby to – wbić tak niesprawiedliwego gola, w ten sposób wyrównywać rekord Charltona. Myślę, że ten strzał to było w istocie podanie do bramkarza, oddanie sprawiedliwości Brazylii i przywrócenie honoru sobie, z całym majestatem nieco staroświeckiego uroku całej sytuacji".
... gascoigne’a i Waddle’a, ale i tak była frajda.
Znałem raczej wszystkich, z transmisji meczów reprezentacji Anglii, z angielskiego tygodnika „Shoot”, który od kilku miesięcy był do kupienia w Empiku, a który co tydzień skrupulatnie kupowałem, wkładałem do tekturowej teczki (żeby się nie pogniótł), zanosiłem do domu, tam studiowałem, trzymając pismo opuszkami palców, albo kładłem na biurku, żeby kredowy papier nie musiał mieć kontaktu z jakąkolwiek częścią zawsze brudnego ...
więcej
"Komentujący Jan Ciszewski nie zapomniał powiedzieć, że sędzia spotkania pan Patrick Partridge jest z zawodu farmerem, ale o mnie nic nie mówił. Mała dziewczynka – dzisiaj ma ze czterdziestkę – wręcza tuż przed pierwszym gwizdkiem Mirosławowi Bulzackiemu kwiaty i nie są to kwiaty dla mojej matki. Jan Tomaszewski płacze w czasie hymnu ze wzruszenia, ale wzruszony jest stutysięcznym śpiewem, a nie wiadomością o moich urodzinach" - cykliczny felieton Adama Adamczyka. więcej
"Pisarze wobec futbolu. Negacje, irytacje, fascynacje"
Erotyzm futbolu, piłka nożna jako tworzywo poetyckie, poeta-chuligan... Katolicki Uniwersytet Lubelski zaprasza na konferencję poświęconą związkom futbolu i literatury (4-5 czerwca 2012). więcej
“Przelobować to zagrać tak, żeby piłka spadła bramkarzowi za plecami niczym liść jesienny, najlepiej klonowy, bo wirujący.”
Jerzy Pilch
Alexi Lalas
Słaba jakość krótkiego filmu nie pozwala dokładnie zorientować się, jak wygląda nocny klub muzyczny, który zwabił na gościnny występ prawie dwumetrowego rudzielca, z gęstą brodą i długimi włosami. Widzowie mogą odnieść wrażenie, że człowiek, który zaraz będzie śpiewał, nieco chowa się za swoim zarostem, dając do zrozumienia, że nie do końca czuje się na swoim miejscu. Ale oto rozpoczyna się piosenka i od razu rozpoznajemy nieśmiertelny standard. To „Johnny B. Good” z repertuaru Chucka Berry’ego. Ogromny facet podchodzi do mikrofonu i od pierwszych taktów nie mamy wątpliwości, że początkowe wrażenie było czystą kokieterią. Bo Alexi Lalas bez dwóch zdań umie śpiewać. więcej







