Strona główna > Wokół piłki
Wisła Kraków – cesarstwo u schyłku
Listopadowy wieczór, poniedziałek. Przed chwilą dowiedziałem się, że Wisła zwolniła Maaskanta, że biały rower już czeka na niego w jednej z bram przy Reymonta. W Wiśle nadchodzi zatem koniec kolejnej epoki podczas ery Cupiała (1997-?), epoki, którą można teraz podsumować.
Wierny swoim pasjom historycznym, od czasu do czasu zgłębiam dzieje późnego Cesarstwa Rzymskiego. To okres chaosu i zamętu, gdy w armii rzymskiej walczyli najemnicy ze wszystkich prowincji cesarstwa, na lewo i prawo rozdawano zboże z cesarskich spichrzów, a kolejne hordy barbarzyńców pustoszyły coraz bardziej kurczące się granice Imperium. Przeszedłszy długą, wyboistą kibicowską drogę, od Skonto do Fulham, skłonny jestem porównać sytuację późnego Rzymu do dekadencji, panującej nam miłościwie w Krakowie. A dekadencja to Młoda Polska, Młoda Polska – to Kraków. A Kraków to...? Niekoniecznie Wisła, od wczoraj w mieście rządzi Cracovia!
Spójrzmy w oczy dwóch żółwi. To przecież czarnoskórzy środkowi obrońcy Wisły! Jeden z nich zatracił szybkość przez lata bieganiny za mistrzostwem Holandii dla Alkmaar. Cel został osiągnięty, minęło parę lat, aż wreszcie okazało się, że najemnika Kewa już nie wpuszcza się w ogień bitwy. Jednakże jeden z młodych i ambitnych wodzów barbarzyńskich, Maaskantus, który osiadł w chylącym się ku upadkowi Imperium Vistula, wziął go pod swoją komendę, aby pomógł mu zaprowadzić porządek nad Wisłą. Najemnik Kew zaczął jednak tęsknić za swą ziemią ojczystą i nie chciał «umierać za Kraków». To spóźniał się o ułamki sekund, to się źle ustawił... Drugi żółw to osiłek z galer u wybrzeży Hondurasu, kupiony zapewne na jakimś targu. Wielki, muskularny, wymachujący na oślep maczugą i ciężko obutą nogą, stworzony do taranowania fortec, a nie do bronienia granic imperium. Z najemnikiem Kewem porozumiewał się podobno zwulgaryzowaną mieszanką łaciny i języków gockich. Do obrony Cesarstwa rzucono też siły serbsko-łużyckie oraz kolejne ładunki niewolników z Karaibów, udające piratów. Hersztem tej bandy uczyniono rosłego Bałta, który jednak od czasu zaskakującego ciosu zadanego rogiem w bitwie pod Nikozją nie jest już sobą.
Potencjał obronny Cesarstwa ośmieszyła bitwa pod Limanową, gdzie z najwyższym trudem pokonali oni luźne, naprędce zebrane grupy plemienne. W tej sytuacji Cesarz postanowił oprzeć potencjał Imperium Vistula na elemencie żydowskim. Miało to dać potrzebny oddech słabym formacjom obronnym, a ofensywa, prowadzona przez importowanych z Bliskiego Wschodu wodzów, Meliksona i Bitona, miała gromić przeciwników. I rzeczywiście, wiktorie nad plemionami bałtyjskimi które podczas bitwy same sobie zadały straty, czy Bułgarami, wśród których wyróżniał się tajemniczy i groźny Tom, zdawały się przekonywać wszystkich o słuszności wybranej drogi. Kolejną przeszkodą okazali się bardziej cywilizowani Cypryjczycy, na których tle najemnicy z Wisły wyglądali, jakby nie wiedzieli, co się dzieje.
Gdy Melikson został kopnięty w kostkę podczas zamieszek w Chorzowie i zabrakło «ostatniego Rzymianina» Sobolewskiego – było już tylko gorzej. Cesarstwo upadało, dobijane przez rosłych górali z Podbeskidzia, dżentelmenów z Londynu, a nawet wrogie, pasiaste stronnictwo z drugiej części miasta, które z wielkim wrzaskiem ogłosiło wczoraj koniec Imeperium i sprawiło, że Maaskantus musiał ratować się ucieczką.
Jakie oznaki dekadencji i upadku można wskazać w tak mozolnie przez lata budowanym Imperium? Tak jak w przypadku Cesarstwa dokonała się barbaryzacja. Pół-chłopi z Galii, Panonii czy innych krain, którym dano broń do ręki, nie czuli związku z ziemią, której bronili, tak jak Jaliens, Chavez i spółka za nic mają białą gwiazdę na koszulkach, za którą jeszcze pokolenie Żurawskiego, Frankowskiego czy Kosowskiego oddawało serce na boisku. Wisła przesadziła z „europejskością”, mając tak naprawdę tylko jednego piłkarza europejskiej klasy. Ludowi, tak jak w Rzymie, trzeba było zapewnić rozrywkę, egzotyczne nazwiska współczesnych gladiatorów i nowe wspaniałe koloseum przy Reymonta należało zapełnić.
To nie antyczne fatum dosięgło Wisłę na kilka minut przed końcem meczu w Nikozji. To było coś, co musiało się stać. I tak jak Cesarstwo, które nie mogąc podbić nowych ziem, musiało zwrócić się ku ratowaniu swego przegniłego wnętrza, tak Wisła z ociąganiem i niechęcią wróciła do ligowej rzeczywistości, z góry skazana na niepowodzenie. Lud chce głowy, będzie ją miał: oto jest głowa Maaskanta. Ale kto teraz zapanuje nad barbarzyńcami, kto poprowadzi ich w walce o resztki posiadłości Cesarstwa?
Maurycy Witkowiak
Komentarze
Dodaj komentarz
*tytuł komentarza:
*treść komentarza:
Wielka Przygoda z Filmem - Życie i piłka
W Szkole Mistrzostwa Sportowego nr 2 w Poznaniu odbędzie się halowy mecz piłkarski, którego stawką jest - rola w filmie! więcej
Paul Gascoigne
Geniusz i błazen. Jeden z największych zmarnowanych talentów w historii angielskiego futbolu. Idol młodzieży lat 90-tych, zanim wpadł w kłopoty związane z uzależnieniami, był prawdziwą gwiazdą brytyjskiego sportu, ale także showmanem i … raperem. więcej










