Strona główna > Wokół piłki

Coś o piłce, coś o Polsce, coś o naszych czasach

Napisałem, że to lektura o piłce, ale czy dla piłkarzy? Chyba nie. Prawdziwy piłkarz zamiast ją czytać, kopnąłby ją w kąt i pobiegł na trening. No, ewentualnie przekartkowałby w autobusie lub w tramwaju – rzecz jasna, w drodze na mecz. Jeśli to nie pozycja dla kopaczy, to dla kogo? Ano dla wszystkich, którzy pasjonują się tym sportem, żyją nim, są kibicami, pogrywają dla przyjemności ze znajomymi etc. W księgarniach i bibliotekach Czerwona kartka… figuruje w spisach jako literatura młodzieżowa. Nie ograniczałbym jednak wirtualnego odbiorcy do młodego człowieka, powiedzmy, w wieku 10-15 lat. Oczywiście, jest on czytelnikiem modelowym, ale tak naprawdę to historia również dla dorosłych, którzy lubią powrócić myślami do lat młodości, do turniejów, meczów, wyjazdów i setek godzin spędzonych na boisku. W pewnym sensie ta opowieść była dla mnie – zachowując wszelkie proporcje – jak ugryzienie magdalenki przez bohatera pewnej znanej książki. Przypomniała o dzieciństwie, które co prawda nie wyglądało tak, jak to opisane na kartach W poszukiwaniu straconego czasu, ale, podobnie jak w Czerwonej kartce,obracało się wokół piłki.

Głównym bohaterem powieści jest Daniel Ruciński – uczeń szóstej klasy jednej z warszawskich podstawówek. Jak już zostało powiedziane, jego życie ma niewątpliwie dominantę – jest nią futbol. Chłopak gra w świecie realnym oraz wirtualnym, rozmawia i myśli niemal wyłącznie o piłce. Momentami wydaje się nieco monotematyczny, ale tak to już z tymi młodymi ludźmi jest, jak im się coś spodoba, to nie ma zmiłuj! Daniel został zauważony przez trenera szkółki piłkarskiej FC Przyjaciele. „Dziwna nazwa”, jak młodzieniec słusznie zauważył, ale nie ma co ukrywać, nazwa znacząca. Zapisał się do niej wraz ze swym przyjacielem ze szkolnej ławy, Oskarem Kalinowskim, czyli tytułowym Sprężyną. Celem drużyny jest zdobycie pucharu w turnieju organizowanym przez „Życie Warszawy”. Tak rozpoczyna się historia naszych bohaterów.

Trzeba oddać cesarzowi, co cesarskie: Podsiadło bardzo dobrze uchwycił sposób myślenia młodych ludzi, jego narrator przejął zarówno słownictwo, jak i optykę przeciętnego ucznia ostatniej klasy szkoły podstawowej. Co więcej, jest w tym przekonywający, co w przypadku kreacji tak wymagającej postaci, zjawisko wcale rzadkie. Dążąc do realizmu, wpada jednak, jak zaraz zobaczymy, we własne sidła. Idolem Daniela jest… jakże by inaczej, Cristiano Ronaldo. Główny bohater jest miniaturką portugalskiego skrzydłowego, wykłóca się z sędziami, pada niczym rażony piorunem, gdy tylko poczuje kontakt z rywalem, nie dostrzega lepiej ustawionych kolegów. Brakuje mu tylko jednego – talentu na miarę gwiazdy „Królewskich”, bo choć zdarza mu się strzelić gola, czasem nawet ładnego, to jednak nie ten rozmiar kapelusza. Widać, że autor interesuje się piłką nie od dziś. Opisuje kolejne spotkania Przyjaciół niczym rasowy dziennikarz, dodając od siebie nutkę polotu, barwnych porównań i śmiałych metafor. Również starcie dwóch futbolowych religii, których wyznawanie jest ostatnio coraz popularniejsze, świadczy o dobrym zaznajomieniu się z tematem. Chodzi oczywiście o „christianizm” i „leomessizm”. Tak jak wiadomo, że nie można oddawać czci Bogu i mamonie, tak każdy piłkarski fan wie, iż nie można wyznawać obu religii jednocześnie, mieć w sercu i Barcelonę, i Real Madryt. Zdaje sobie z tego sprawę również Podsiadło. Dla niego wybór jest oczywisty, bo przecież nasz bohater chciałby grać jak Cristiano, w wirtualnym świecie prowadzi w La Liga zespół z Kastylii, a i Sprężyna broni „jak sam Iker Casillas”. „Dumę Katalonii” reprezentuje Filip – domorosły burżuj, nazbyt rozpieszczony przez swych rodziców. Tak wyraźna sympatia to posunięcie odważne, ale niekoniecznie realistyczne. Czytelnika-kibica „Blaugrany” jednostronność będzie doprowadzać do szewskiej pasji, natomiast fan madrytczyków będzie zachwycony. Myślę, że w Polsce, jeśli idzie o wyznawców obu „izmów”, akcenty rozkładają się mniej więcej po połowie. Dlaczego jednak padło na „Galacticos”? Kto wie, może pisarz emocjonuje się Primera Division w starej koszulce Raula albo innego Morientesa?

Kolejny zarzut dotyczy głębi postaci. Bo o ile dwaj główni bohaterzy są odmalowani dość szczegółowo, o tyle pozostałych widzimy przez pryzmat jednej cechy. Sławek to ten, który nie ma ojca, Filip jest bogaty, a Baleron gruby. Szczególnie ta ostatnia „charakterystyka” budzi kontrowersje. Bo choć narrator wspomina, że chłopak, oprócz wielkiego ciała, jest obdarzony również „wielkim duchem”, to ma się cały czas wrażenie, że jest traktowany przez osobę mówiącą z lekkim przymrużeniem oka. Esencją chłopca jest jego „baleronowatość” i nawet moment jego chwały ukazany jest jako pewien fenomen. Jak mantrę, powtarza się czytelnikowi, że chłopak jest mało ruchliwy, że nie nadąża za przeciwnikiem, że niemobilny itd. itd. A Tony Adams, a Sol Campbell, a Fernando Hierro? Oni również, jak na zawodowców, nie byli zbyt zwrotni, a sięgali ze swoimi klubami po najważniejsze trofea. Dobrym kontrapunktem dla prześmiewczego ukazania Norberta może być postać trenera Pietrzyka. Nie toleruje spóźnień, przechwalania się nowym sprzętem piłkarskim oraz krytykuje wielogodzinne wyginanie kręgosłupa przed komputerem. Jest swego rodzaju piewcą historii (oczywiście tej piłkarskiej), tradycji oraz trwałych wartości.

No właśnie, gry komputerowe, Internet, idololatria – świat przedstawiony powieści to rzeczywistość dwudziestego pierwszego wieku. Niezrozumienie między trenera z młodzieżą wynika z tego, że reprezentują zupełnie inne pokolenia, a co za tym idzie – inne światy. Podsiadło całkiem dobrze uchwycił ten kontrast między czasami betonowych, przepełnionych boisk a pustymi placami ze sztuczną nawierzchnią. Bo choć chłopcy grają chętnie w piłkę, to jednak pojawia się dylemat, czy nie lepiej zostać w domu i pograć na konsoli/komputerze?  Jak już pisałem Czerwona kartka dla Sprężyny to nie tylko powieść o miłości do futbolu. Mamy tu też coś o nas, Polakach, i o specyfice naszego kraju. Sprężyna, bramkarz broniący jak sam Iker Casillas, to chłopiec z biednej, patologicznej rodziny, który w dodatku nie radzi sobie najlepiej w szkole. Cieszę się, że nie dostaliśmy kolejnej historii o reprezentantach klasy średniej – prawnikach, biznesmenach, lekarzach i ich dzieciach, które nie wiedzą, co robić z pieniędzmi. Takich opowieści oferuje nam pod dostatkiem telewizja. Nieidealność świata Podsiadły nadaje mu cech realności, bo po co kłamać, że wszystkim w Polsce żyje się dostatnio, skoro wiadomo, że to wierutna bzdura. Jednak indyferentyzm moralny Sprężyny, który notabene bierze przykład z ojca, wcale mi się nie podobał. Z małego krętacza może wyrosnąć duży hochsztapler, nadający się w sam raz na ulicę Wiejską. Oskar radził sobie jak mógł, czego odzwierciedleniem było założenie Klubu Miłośników Ziemi Mazurskiej i cała akcja konspiracyjna z nim związana.

Nie daruję Podsiadle wątku miłosnego. Bo po pierwsze, czy była potrzeba go w ogóle wprowadzać? Moim zdaniem nie. Jeden z bohaterów miast skupić się na decydującej rozgrywce, buja w obłokach, marząc o dziewczynie. Cóż to za jawna zdrada! Zdrada miłości do futbolu, rzecz jasna. „Piłka nożna to nie sprawa życia i śmierci, to coś o wiele poważniejszego”, mawiają Anglicy, więc jak tu zestawiać jakąś tam młodzieńczą miłostkę z uczuciem do piłki kopanej? Nie sposób. Ale jeśli się ktoś uparł, że w książce dla młodzieży wątek miłosny być musi, to należy mu nadać bardziej oryginalny kształt. Całość sfery damsko-męskiej ujęta została w bardzo schematyczny i płaski sposób, widoczny pewnie nawet dla młodszego czytelnika. Od razu było wiadomo kto z kim, nie wiadomo było tylko kiedy. Futbol to zaborcza kochanka, niejeden piłkarz już się przekonał, że nie toleruje rywalek. Jeden z bohaterów zaczyna interesować się płcią przeciwną… pssst! O szczegółach dowiecie się, sięgając po książkę.

Czerwona kartka dla Sprężyny to, mimo kilku niedociągnięć, powieść przez którą się płynie. Jacek Podsiadło operuje bardzo fachową, pod względem piłkarskim, narracją. Dla młodszych odbiorców może być to interesujące doświadczenie czytelnicze, natomiast dla tych nieco starszych asumpt do cofnięcia się w czasie do lat młodzieńczych. I nie przeszkadza wtedy czytelnikowi nawet sympatia do bądź co bądź kontrowersyjnego Cristiano Ronaldo, krucjata na rzecz poprawności językowej, a nawet co i rusz przemycane motywy (pseudo)edukacyjne, takie jak objaśnianie znaczenia terminu „metafora”. Skąd tak wysoka ocena? To proste, autor potrafi pisać o piłce z pasją, w sposób, w jaki ona na to zasługuje. Mamy tu również odwołanie literackie do znanej książki Adama Bahdaja, nie będę jednak uchylał rąbka tajemnicy, niech będzie to okazja do sięgnięcia po lekturę, która była pod względem tematycznym poprzedniczką powieści Podsiadły.  A, co do tytułu… Każdy czytelnik wie, że jeśli w sztuce pojawia się strzelba, to musi w końcu kiedyś wystrzelić. Można się jedynie zastanawiać, czy chodzi tu o dosłowne znaczenie, czy to jakaś metaforyczna gra… Czerwona kartka dla Sprężyny uczy nas, że futbol to nie tylko zacięta rywalizacja, ale i okazja do poznania nowych przyjaciół. Na boisku wszystko zależy wyłącznie od twoich umiejętności, nieważne czy grasz w zwykłych trampkach czy też w oryginalnym obuwiu. Nie liczy się również, jak słusznie zauważają bracia Mirga, czy masz taki, czy inny kolor skóry, a dopóki walczysz – jesteś zwycięzcą.

Jakub Wypychowski

 

Komentarze

nie dodano jeszcze żadnego komentarza.

Dodaj komentarz

 

*tytuł komentarza:

*treść komentarza:

Token

*wpisz znaki widoczne na obrazku:

 
Aktualności
2012-02-08
Wielka Przygoda z Filmem - Życie i piłka
W Szkole Mistrzostwa Sportowego nr 2 w Poznaniu odbędzie się halowy mecz piłkarski, którego stawką jest - rola w filmie! więcej
Archiwum cytatów

“Wszystko, co wiem o moralności, zawdzięczam futbolowi”

Albert Camus

Paul Gascoigne
Geniusz i błazen. Jeden z największych zmarnowanych talentów w historii angielskiego futbolu. Idol młodzieży lat 90-tych, zanim wpadł w kłopoty związane z uzależnieniami, był prawdziwą gwiazdą brytyjskiego sportu, ale także showmanem i … raperem. więcej