Strona główna > Wokół piłki

Karta trenera w Katyniu

Cel okazał się okrutny. Samolot, który transportował wielką grupę polskich polityków i wojskowych uległ wypadkowi. Na jego pokładzie znajdowali się również przedstawiciele rodzin ofiar katyńskich. Były to osoby, które leciały na miejsce, gdzie w 1940 roku zostali zamordowani ich krewni.

Historia jest dobrze znana. Powinna być znana i mam nadzieję, że jest. Ale chyba nie cała. Przypomnę ją na wszelki wypadek. W 1939 roku Hitler napadł na Polskę. Kiedy Polacy bronili się prze wojennym potworem, który miotał ogniem na Wschód, ze Wschodu najechał inny potwór, sąsiad, Związek Radziecki. Był to rezultat paktu Mołotow-Ribbentrop, na mocy którego naziści i Sowieci mieli podzielić Polskę. Wkrótce potem około 20.000 polskich oficerów zostało zamordowanych przez Sowietów w lasach katyńskich. I właśnie teraz, gdy rząd rosyjski postanowił poprosić o wybaczenie, samolot z delegacją polską, który udawał się na miejsce, by udzielić wybaczenia, roztrzaskał się.

Marian Spoida

Na oczach członków NKWD, którzy otrzymali rozkaz okrutnego przywódcy Berii, tysiące Polaków mroźnym świtem zostało rozstrzelanych. Kiedy w 1943 wydobyto ze wspólnych mogił ciała, większość ofiar została zidentyfikowana na podstawie dokumentów. Jest nieco wstydliwą sprawą, że odkrycie grobów posłużyło nazistom do ataków propagandowych na Sowietów, z którymi byli już w stanie wojny.

Odkryto wtedy między innymi człowieka o numerze 3.624. Cyfry, oznaczające dokumenty, pozwoliły przywrócić mu nazwisko: Marian Spoida. Był jedynym odnalezionym w Katyniu, który posiadał kartę członka klubu sportowego, trenera Warty Poznań.

Spoida był też jedyną osobą, spośród ofiarą Katania, która brała udział w Igrzyskach. W 1924 w Paryżu grał w meczu z Węgrami. Kiedy w 1929 roku odwiesił buty piłkarskie na kołku, zaczął odnosić sukcesy jako trener oraz nauczyciel języka polskiego. Np. podczas mundialu w 1938 roku był pomocnikiem selekcjonera Józefa Kałuży, jednego z członków ekipy z 1924. Jednak w 1939 został powołany do wojska, gdzie pełnił funkcję zastępcy telegrafisty. Dla Spoidy wojna nie była nowością. Już w 1919 roku, w wieku 18 lat, brał udział w udanym powstaniu polskim przeciw panowaniu niemieckiemu. Tym razem jednak Niemcy okazały się zbyt silne i Spoida zaczął uciekać na wschód, gdzie wpadł w pułapkę sowiecką.

Polska drużyna z 1924 roku

Rodzina została powiadomiona o losie piłkarza przez nazistów. Poinformowali oni, że zginął od sowieckiej kuli. Był to rok 1943, naziści przeprowadzili wtedy ekshumację w Katyniu. Niesamowite, że w tym samym czasie dokonywali takich samych zbrodni. W 1943 roku obrońca drużyny Polski z 1924, Stefan Fryc, został stracony w Warszawie. Innego członka tej ekipy, Żyda Leona Sterlinga, znaleziono martwego. Został zastrzelony przez grupę pijanych żołnierzy faszystowskich, którzy bawili się w getcie lwowskim. Inny znany na świecie piłkarz-Polak, Ludwik Szabakiewicz, zginął z wytatuowanym na ramieniu numerem w Oświęcimiu. Spoida również został wytatuowany, ale w celach propagandowych. Nie wiemy, czy przed śmiercią w Katyniu Spoida spotkał się ze swoim trenerem z 1924, Adamem Obrubańskim, który także został stracony w lesie rosyjskim. Obrubańskiemu również nadano numer, co wyszło na jaw, gdy naziści wykopali jego ciało. Numery z Katynia oraz z Auschwitz napiętnowały wielu zawodników, którzy dzielili losy swojego państwa zmiażdżonego przez dwie bestie.

 

Toni Padilla
przedruk za katalońśką gazetą El9 (16 kwietnia 2010)

tłumaczenie: Artur Stęplewski

 

Komentarze

nie dodano jeszcze żadnego komentarza.

Dodaj komentarz

 

*tytuł komentarza:

*treść komentarza:

Token

*wpisz znaki widoczne na obrazku:

 
Aktualności
2012-05-11
"Pisarze wobec futbolu. Negacje, irytacje, fascynacje"
Erotyzm futbolu, piłka nożna jako tworzywo poetyckie, poeta-chuligan... Katolicki Uniwersytet Lubelski zaprasza na konferencję poświęconą związkom futbolu i literatury (4-5 czerwca 2012). więcej
Archiwum cytatów

“Przelobować to zagrać tak, żeby piłka spadła bramkarzowi za plecami niczym liść jesienny, najlepiej klonowy, bo wirujący.”

Jerzy Pilch

Alexi Lalas
Słaba jakość krótkiego filmu nie pozwala dokładnie zorientować się, jak wygląda nocny klub muzyczny, który zwabił na gościnny występ prawie dwumetrowego rudzielca, z gęstą brodą i długimi włosami. Widzowie mogą odnieść wrażenie, że człowiek, który zaraz będzie śpiewał, nieco chowa się za swoim zarostem, dając do zrozumienia, że nie do końca czuje się na swoim miejscu. Ale oto rozpoczyna się piosenka i od razu rozpoznajemy nieśmiertelny standard. To „Johnny B. Good” z repertuaru Chucka Berry’ego. Ogromny facet podchodzi do mikrofonu i od pierwszych taktów nie mamy wątpliwości, że początkowe wrażenie było czystą kokieterią. Bo Alexi Lalas bez dwóch zdań umie śpiewać. więcej