Strona główna > Wokół piłki
"Mistrzowski drybling słowami". Notatki tropiciela (3)
>> PRZECZYTAJ PIERWSZĄ CZĘŚĆ ESEJU
>> PRZECZYTAJ DRUGĄ CZĘŚĆ ESEJU
Historyczne momenty powojennej kultury polskiej i ich związek z futbolem kojarzą mi się z istotnymi dla formowania się świadomości narodowej spotkaniami. O Wembley wspominałem tu już kilkakrotnie. Mało kto pamięta ważne i wręcz terapeutyczne w świetle „poodwilżowej” traumy spotkanie na wschodnioeuropejskim szczycie piłkarskim: Polska –ZSRR w roku 1957. Poeta pamięta. A tym poetą jest Feliks Netz, który w liście do mnie określił tę wygraną „jako coś takiego jak zwycięstwo Piłsudskiego nad bolszewikami”. Euforia była wielka. Tym bardziej, że Gerard Cieślik strzelił dwie bramki rosyjskiemu bramkarzowi Jaszynowi, uważanemu za niepokonanego. W niepublikowanym wierszu Netza pt. „Zbigniew Cybulski gra w Katowicach” opowiada się o kilku wydarzeniach jednocześnie, jest Hłasko, Cybulski, „Popiół i diament”, ale jest również futbol, i to wcale nie jako ubogi krewny kultury wysokiej, lecz jako równoprawna część wielobarwnej, pulsującej „mediosfery”, otaczającej i przenikającej współczesnego człowieka: „na stadionie ruchu chorzów gerard cieślik/ strzelił ruskim dwa gole/ Pan Bóg rozpiął nad Polską biało czerwoną tęczę/ marek hłasko pierwszy zrobił krok w chmury/ gorejąc nie wiesz, czy stawasz się wolny/ ostrzegał norwid w filmie popiół i diament// żelazna kurtyna zawisła nad sceną/ gotowa w każdej chwili runąć w dół/ jak ostrze gilotyny”.
Coś podobnego dzieje się w znanym wierszu Ryszarda Krynickiego pt. „31 marca 1971, godzina 19.21”, gdzie galimatias danych medialnej jednoczesności (symultanizm nieprzystających newsów) ma wskazywać na chaos wartości. Wydaje się, że ten chaos organizuje się i porządkuje wokół wydarzenia głównego, jakim był historyczny mecz Górnika Zabrze z Manchesterem City w finale Pucharu Zdobywców Pucharów. Jednak poecie w 1971 roku nie tyle chodziło o przemoc medialną i ideologiczną, co bardziej o przemoc dosłowną. Miedzy zdaniami o walce „Górników” w Manchesterze przemyca się zdania o walce stoczniowców zabitych na Wybrzeżu.
![]() |
| foto: Łukasz Jeżyk |
Do roku 1971, do wspomnień z młodości w zniewolonym kraju, wraca poeta z Wybrzeża, Władysław Zawistowski, dziwiąc się nad naturą pamięci w tomiku „Sztandar z ortalionu”. „Dziwna natura pamięci” podsuwa zastanawiający obraz wzlotów młodości. Otóż symbolem wolności są tu doznania związane z futbolem. Przynajmniej one wydawały się być poza państwową czy partyjną kontrolą. Bohater wspomina przebudzenie w pociągu podczas powrotu z meczu między Lechem Poznań a Lechią Gdańsk:
(…) Korytarz pełen jest kibiców.
Zmęczonych, brudnych chłopaków, którzy śpiewali
i krzyczeli przez cały dzień, pili wino i palili sporty,
a teraz śpią pokotem na podłodze.
(…) Przegraliśmy mecz,
mam wywichnięte ramię, mam siedemnaście lat,
tęsknię do dziewczyn, piszę wiersze.
Jestem szczęśliwy.
W zniewolonym kraju, w śmierdzącym pociągu,
na peryferiach północnej Europy, po przegranym
trzecioligowym meczu, z obolałym ramieniem.
Oprócz relacji wspomnieniowych i historycznych, które swą wartość fundują na przeżyciach piłkarskich, spotykamy teksty wykorzystujące słownictwo piłkarskie do tworzenia szerszej perspektywy o walorach bez mała filozoficznych. Nie wiem, czy można mówić w tym kontekście o futbolowej hermeneutyce, ale coś jest na rzeczy, gdy czytam wiersze Miłosza Biedrzyckiego. Opisywana przezeń „kiwka” nabiera znamion swoistej kategorii filozoficznej w potocznym sensie tego słowa. Wiersz „Podajże i skończ z tą kiwką” oparty jest na polemice z czyjąś pokrętną opinią o pamięci i historii. Podmiot ironicznie podkreśla nonsensy takiego punktu widzenia i nagle kończy wymianę zdań celnym jak strzał w światło bramki zawołaniem „więc podajże i skończ z tą kiwką”. Nieznany interlokutor został sprowadzony na ziemię. Zamotał się, zapędził, ma przestać kręcić i grać tylko dla siebie. Musi podjąć dialog i znaczyć coś na tle drużyny i jej wysiłków. Podanie będzie nawiązaniem kontaktu z pewną sensowną całością. „Kiwka” rozumiana jest tu jako efektowny, lecz nietwórczy w szerszym sensie pokaz sprawności niewnoszącej niczego konstruktywnego do komunikacji i dialogu. W najnowszym tomiku pt. „Sofostrofa” Biedrzycki wraca do metaforyki piłkarskiej, znów nasycając ją niepokojącą wieloznacznością. Ktoś bohatera „przelobowuje”, zaskakuje nietypowym przejściem, błyskawicznie przerzuca, łączy zaskakujące skojarzenia. Tu sztuczki piłkarskie stają symbolami lotności i twórczości, poprzez nie jak poprzez najbardziej czytelne i powszechnie znane przykłady rozwija się zagadnienie dotyczące tego, żeby „widzieć i czuć, jaśniej i więcej”. Jeden z przepisów na gotowe olśnienie ludzkie i poetyckie dotyczy „przelobowywania”, druga metoda wiąże się z wślizgiem. Mistrzowski wślizg wyłuskujący piłkę bez strat i kontuzji traktuje się symbolicznie, wślizgi umożliwiają przejęcie i przejście. Być może wiersz Biedrzyckiego jest właśnie o najpierw wąsko, a potem coraz szerzej rozumianych: przejęciu i przejściu.
W podobny sposób od piłkarskiej dosłowności uciekają inni autorzy, wypracowując oryginalne metafory dotyczące życia, myślenia czy kontaktów międzyludzkich w oparciu o skojarzenia futbolowe. Często mówi się w ten sposób o miałkości kultury masowej, której nieodrodną częścią stały się widowiska piłkarskie. I tak w wierszu Jerzego Jarniewicza „Kronika sportowa” (z tomiku „Dowód tożsamości”) wychodzi się od fonetycznej bliskości słów Maradona i Madonna, by utożsamić dwa fenomeny kultury masowej: muzykę rockową i piłkę nożną. Często na tych samych stadionach dochodzi do liturgii futbolu z udziałem współczesnych bogów, jak i do koncertów rockowych, przy których tłumy „wyją w chórze anielskim”. „Kronika sportowa” Jarniewicza jest zlepkiem obserwacji dotyczących wyolbrzymienia miejsca sportu w dzisiejszym życiu społecznym. „Kronika sportowa” jest w istocie „kroniką duchową”, w której współczesny duch rozwija się w rytm bicia kolejnych rekordów i zapamiętywania nazwisk nowych bogów. Odnoszę wrażenie, że w tym wierszu ironizuje się na temat nowej religijności, która stopniowo wypiera starą. Wprawdzie nad łóżkiem Maradony wisi Madonna, lecz tak naprawdę nie wiadomo która, skoro wspomina się o „koncercie w drodze do Betlejem”. Utwór kończy porównanie piłkarzy do apostołów, bo chyba tak można odczytać ostatni dystych: „a Boniek kseruje Kronikę sportową/ dla swoich jedenastu.
”Feeria pomysłów na „Małe degustacje” w wierszu Andrzeja Sosnowskiego pod takim tytułem rozpoczyna się od smaku gry, od nerwowych pytań chłopców, którzy chcieliby wiedzieć, gdzie rozegrają mecz. Nie mogą liczyć na konkretną odpowiedź (chociaż wspomina się o Barcelonie – „nie pamięta pan tamtego ataku?”), gdyż ta oniryczna sekwencja futbolowa zaraz ustępuje miejsca kilku innym, w tym tak sugestywnej jak ta, która opisuje „zjeżdżanie na sankach po dachu katedry”. Okazuje się, że pewne fragmenty mieszanin obrazowych i pojęciowych, tak charakterystycznych dla wierszy Sosnowskiego, mają proweniencje sportowe, a najczęściej piłkarskie. Sosnowski okazuje się sympatykiem futbolu, a nawet jego smakoszem. Wszak mowa o degustacji.
W utworze Adama Wiedemanna pt. „Konwalia” (z książki pod tym tytułem) pojawiają się frazy łączące sytuacje egzystencjalne z sytuacjami meczowymi. W tle monologu bohatera słychać odgłosy meczu. Ten przeżywany mecz towarzyszy przeżyciom innego rzędu. Nakładanie się przeżyć i głosów buduje gęstą tkankę wiersza, w którym ważne są oświadczenia związane z samopoczuciem bohatera i otaczających go osób. Dowiadujemy się więc, że „nie warto się truć z powodu głupiej pomyłki sędziowskiej”, a na koniec bohater oświadcza: „budzę się sam jak bramkarz z przetrąconym biodrem”. Figura samotności bramkarza i figura bohaterskiej kontuzji odniesionej w meczowym ferworze w pewnym sensie scalają doznania podmiotu, mocno przebijając przez żartobliwą powierzchnię tekstu.
Wiele odwołań do futbolu znajdujemy w poezji i prozie Jacka Bieruta. Pamiętam „Piłkarską zimę” i „Piłkarską wiosnę” z tomiku „Igła”. Jeden z jego niepublikowanych tekstów w ciekawy sposób podsumowuje wątek obecności futbolu w kulturze masowej. Medialne mantry pełne są nazwisk futbolistów, a otaczająca nas przestrzeń znakowa homogenizuje otrzymywane bodźce. Coś z tej papki trafiło do tekstu Bieruta, w którym na równych prawach współistnieją marki piwa czy nazwy leków z nazwami klubów piłkarskich, a nazwiska futbolistów brzmią tak, jakby je wyjęto z leksykonu pisarzy. To, co mnie otacza, mówi ten wiersz, nie zna różnicy. To, co pcha się do głosu, znosi rozróżnienie na kulturę wysoką i niską, namolnie sugerując jednorodność: „Stachura, Hamsun, Celine,/ Kafka, Babel, Perec,/ Rimbaud, Celan, Ashbery, /Mathews, Roussel, Genet.// Szarmach, Gorgoń, Gadocha,/ Musiał, Kasperczak, Sybis,/ Nawałka, Lato, Żmuda,/ Masztalerz, Iwan, Zigi.// Majeran, Majzel Bartek,/ Gutorow, Sosnowski, Zadura,/ Siwczyk, Melecki, Sośnicki,/ Grzebalski, Tkaczyszyn, Pióro.// Krzynówek, Kosowski, Niedzielan,/ Dudek, Bąk, Smolarek,/ Szymkowiak, Mila, Żewłakow, Żurawski, Kłos, Wichniarek”.
Najszerszą panoramę ludzkiego losu, wręcz parabolę prześwietloną porównaniami wziętymi z boiska (bo „my wszyscy na spalonym”), znalazłem w twórczości Bartłomieja Majzla. Otóż w przygotowywanym do druku tomie znajduje się wiersz „kibicowałem słońcu pięści trzymając w ciemności”. I znów jak w wielu tego typu przykładach poetykę chaosu scala figura gry. Mało jednak kto potrafi z tej figury wydobyć tak przejmujące tony. Ten rzut oka z góry, może już nawet z kosmosu, na długo pozostaje w pamięci czytelnika-kibica: „stary wpatrywał się w czarno biały telewizor./ strzelaj! no strzelaj! krzyczał do zawodnika/ z piłką przy nodze. który wydostał się z opresji/ i stanął oko w oko z bramkarzem.// ktoś strzelił. ktoś upadł.// trwa mecz po którym wszyscy znajdziemy się na aucie. zdruzgotane zostały bramki balustrady/ i ogrodzenia. linie boczne zamazano powietrzem.// lecz sędzia ani drgnie. nie zagwiżdże że ten/ i tamten? że my wszyscy na spalonym?// stary wciąż podskakuje. ja się w niebo zapadam./ ściskamy przecież kciuki za naszych od lat.”
Bóg patrzy z góry na figurki graczy, na nasze figurki. Ten motyw powtarza się często. W tej chwili przychodzą mi do głowy trzy przykłady: wiersz Krzysztofa Gryko „Boisko”, w którym „Bóg zakrywa twarz widząc tyle niecelnych strzałów/ co podań a słońce jest najdalszym z autów/ wyrzucanym wciąż gdzie tylko popadnie”, utwór Michała Nowaka „Oktoberfest” z charakterystyczną wyliczanką czynności dnia, wśród których jest i ta niespodziewana zagrywka – „i jeszcze raz jak jakiś bóg wycofuję piłkę/ do kolegi ze szkolnego boiska”, oraz wiersz Tomasza Hrynacza „W tym sezonie jak nigdy”, w którym bohater mówi wprost, choć sięga po środki poetyckiej mowy futbolowej: „ciśnięty bronić się będę/ do ostatniego gwizdka sędziego Boga.// Rezultat jest sprawą otwartą,/ choć śmierć jest w doskonałej formie.” Z kolei bohaterowi wiersza Pawła Lekszyckiego (wspólny tom z Pawłem Sarną „Ten i Tamten”) meczowa środa w jakimś dziwnie uroczystym napięciu skojarzyła się z niedzielą, a wrażenie sakralizacji rośnie wraz ze zdaniem „dzień przełamał się w połowie/ niczym krążek hostii”. Ten podniosły nastrój pryska w momencie przypomnienia sobie porażki doznanej ze Szwecją, albowiem Wałdoch nie pokrył „napastnika drużyny szwedzkiej/ i w oczach świata/ stracimy trzy punkty.”
Wydaje mi się, że w futbolowych parabolach nie ustępuje Majzlowi Grzegorz Olszański. I tu również mamy do czynienia z wierszem jeszcze niedrukowanym. Przepięknym wierszem! To właśnie z niego pozwoliłem sobie wziąć pomysł na tytuł tego szkicu. Znakomite jest w nim owo przejście z poziomu lokalnego na poziom uniwersalny, z anegdotycznego na filozoficzny, z jednego języka w drugi, a twórcze i błyskotliwe wykorzystanie słów „czerwona kartka”, „jupiter”, „ławka rezerwowych”, „gospodarze”, „goście”, „samotny rajd”, „drybling” itp. funduje nowego typu model stylistyczny piłkarsko-egzystencjalnego zaangażowania.
Wiersz towarzyski (0:0)
Traktory opuszczone jak porzucone kobiety stoją bezradnie na jezdni.
Przerwa na papierosa przerodziła się w przerwę na paczkęi
jeśli pójdzie tak dalej, to ta przydrożna knajpa będzie jedynym
wciąż czynnym krematorium w okolicy.
Widziołeś co te ciulok wcora robiły? Lotały choby gupie bez tych zagranicznioków i to - krystusie –
bez bali. Zakurzy się pan? Mój ojciec usiłuje dowiedzieć się jak przebiegało
wczorajsze spotkanie Polaków z Finami. Wynik meczu podała co prawda
dzisiejsza wyborcza, ale anorektyczny, gazetowy druk nie zawsze mówi
prawdę. Póki co, rozmowa ze szczytu schodów przenosi się do wnętrza
i zatacza coraz szersze kręgi. Fuzball to fuzball i tyla ci powiem, że jak groł
Lato z Lubańskim, to przynajmnij było na co popatrzyć i powiek
tymi kurwami tyla nie ciepoł, co stołkami w barze. A tera co?
Som na som z bramkarzem i strzylo po ausach abo w lata, kij złamany.
(1:3)
Riplej pamięci sięga coraz bardziej wstecz mnożąc niewykorzystane
sytuacje przez krótkie piłki kolejnych kolejek. Czy podanie sponsorów
tego wiersza pomoże cokolwiek wyjaśnić? Jakoś w to wątpię słysząc
jak woda słów zalewa kolejne ogniska zapalne rozmowy. Choć za kilka
godzin większość gospodarzy spocznie na ławkach rezerwowych
pobliskiego skweru, póki co obecność gości brana jest za dobrą monetę
z nie swojej kieszeni. A jednak, kiedy widzę jak jupiter słońca wydłuża
cienie ściemniając równocześnie czerwoną kartkę nieba niczym automatyczny
regulator kontaktów, zaczynam rozumieć, że tak naprawdę te rozśpiewane
trybuny stolików, samotne rajdy na pole karne bufetu i mistrzowski drybling
słowami na własnej połowie języka, mają jedynie odwracać uwagę
W końcu wciąż przegrywamy, gdy reszka dnia dobiega końca
bez szans na dogrywkę.
Tropiący wątki tego typu natrafia wreszcie na wiersze Romana Honeta i tkwiące w nich wzmianki o rytuałach dzieciństwa. Dzieciństwo pamięta się z wielu względów. Pamięta się rozgrzane słońcem niedziele, które po równo dzieliło się na to, co boskie i na to, co piłkarskie. W tomiku „baw się”, w utworze „dzień wypełnionych katedr i stadionów” mówi się o „niedzieli boga i futbolu”, z czym w zastanawiający sposób wiąże się wątek cierpienia i bólu ujawniany kilka wierszy dalej w utworze „mistrz”. U Suski to śmierć była mistrzem (i poniekąd u Hrynacza), natomiast u Honeta kimś takim jest ból: „mistrzem świata/ jest ból – to oczywiste. to on/ napełnia stadiony, porywa tłumy,/ a one wybuchają, lgną, dają mu/ płyny i mięso. mistrz powrócił – wołają./ mistrz znowu jest w akcji”. Tłumy, które lgną do idola, oddając się, jak widać, dość masochistycznym przyjemnościom, tłumy, które łatwo porwać, które wybuchają, to następny temat podchwycony nie tylko przez media, ale również przez naszą poezję. Najczęściej opisuje się patologię, opisuje się brud towarzyszący świętości: zamieszki wśród kibiców, nienawiść, agresję, korupcję.
W niepublikowanym wierszu Tomasza Piekły pt. „kronika listopadowa” te dwie sfery mieszają się ze sobą: „wydarzyło się nam. wszystkie gazety pisały o tym/ święcie zmarłych, listach agentów, sprzedanych meczów,/ zwycięstwie reprezentacji i porażce anglii. czy to nie piękne,/ że listopad ma tak wielką moc zbawienia. poszły do nieba/ fajerwerki na chorzowskim.” W utworze Mariusza Grzebalskiego pt. „Maj” (z „Drugiego dotknięcia”) subtelny, wzruszający opis starości i obumierania zostaje dosłownie porażony cytatem z rzeczywistości. Co ciekawe, temu przywołaniu do porządku, sprowadzeniu na ziemię, temu ciosowi na odlew służy typowa „kibolska” odzywka: „Donos Legia kurwa na ścianie, czyjeś życie/ za drzwiami”. Podobny efekt uzyskuje Bohdan Zadura, ale jeszcze go pogłębia, zostawiając te napisy na murach bez komentarzy. One w pewnym sensie komentują się same, ironiczne skontrastowane z tytułem. Utwór cytuję w całości.
BÓG HONOR OJCZYZNA
Widzew psy Legia kurwa Śląsk ponad wszystko
Chciałbym w tym momencie przypomnieć dla kontrastu te piękne, wzniosłe słowa: „Tu tajemny sens wiąże i entuzjazm brata/ Milion ludzi na wielkiej rozsiadłych widowni.”, chciałbym wrócić do Wierzyńskiego i zapytać, co się stało z futbolem. Ale wiem, że to tak, jakbym pytał, co się stało z kulturą, co się stało ze światem. Tyle tylko można powiedzieć, że widać pewną drogę: od idealizacji do brutalizacji, od szlachetnego amatorstwa do zawodowej komercjalizacji. Myśląc o tej drodze, mam na myśli nie tylko sam futbol, lecz również jego otoczkę, do której zaliczam także przedmiot mych rozważań, czyli wiersze o piłce nożnej. Nie jest jednak tak, że to, co w futbolu czyste i wzniosłe zatraciło się całkowicie, że zostało sprzedane czy uległo schamieniu. Wierzę w to, podobnie jak wielu innych kibiców, że jest w tej dyscyplinie jakiś święty rdzeń, który nigdy nie ulegnie złamaniu i będzie towarzyszyć człowiekowi do końca. Wierzę w to coś, co waha się na szali znaczeń i wartości, raz dotykając szamba, to znowu wzlatując w powietrze naładowane czystą energią ludzkich serc. Wierzę w to, co prześwituje między wersami znanego utworu Bartka Majzla z tomu „Robaczywość” i co mówi o tym, że na każde diabelskie splugawienie futbolu zawsze może się znaleźć jakaś anielska odpowiedź.
Ruch Chorzów – Legia Warszawa 0 – 2
(0-1 Mandziejewicz 0-2 Michalski)
wojtkowi kuczokowi
„jebać sędziego”
„żydzie pierdolony”
„niech wyciągnie fiuta może obrzezany”
„pieprzyć rucha”
„skatować legię”
„pajace pajace”
„dobij go dobij go”
kupiłem sobie kawał kiełbasy za trzy złote.
choć miałem w sobie jeszcze zapach zupy
wojtkowej mamy. nieopodal siedział mały chłopiec
mruczący coś pod nosem. jednym okiem patrzył
na boisko drugim mrugał jak robak.
wydawało mi się że chciał zawołać
„całować sędziego”
„ptaku naniebny”
„niech wyciągnie rękę”
„pieścić rucha”
„kochać legię”
„anioły anioły”
„uzdrów go uzdrów go”
Pora zmierzać do podsumowania, informując szanownych czytelników, że temat nie został wyczerpany. Nie uwzględniłem wielu innych utworów lub choćby fragmentów nawiązujących do fenomenu piłki nożnej. To zadanie dla kolejnych tropicieli. Mogą zacząć od wierszy Macieja Woźniaka, który – jak mi się wydaje – najinteligentniej ze wszystkich współczesnych poetów wypowiedział się o piłce. Tej w wymiarze globalnym i tej noszonej w sercu. Nie chciałbym być gołosłownym, dlatego „notatki tropiciela” kończę wierszem Woźniaka z tomu „Wszystko jest cudze”. Temu, kto chciałbym kontynuować zaproponowane przeze mnie tropienie, polecam następny tomik poety („Iluzjon”) i znajdujący się w nim wiersz „Ronaldinho, konferencja prasowa”. Od niego będzie można zacząć nową opowieść. A teraz oddaję już głos Roberto Carlosowi.
Roberto Carlos, konferencja prasowa
Tu nie chodzi o celność. Trzeba tylko uderzyć
wystarczająco mocno. Tyle ciał, skupionych
przed linią szesnastu metrów, gwarantuje
rykoszet. A wtedy nawet najlepsza obrona
jest bezsilna. Decyduje łut szczęścia, a komu
ufać, jeśli nie szczęściu? Im większy tłok
na polu karnym, im gęściej od nóg i głów
na drodze do bramki, tym łatwiej stanie się
to, co ma się stać. Ten sport, i cały ten świat,
pozostanie tak czysty, jak czysty pozostanie
przypadek. Dlatego kiedy uderzam piłkę
z lewej strony boiska, jestem jak bilardzista
albo gracz przy automatach. Na sztucznej,
więc doskonałej murawie, w grze o regułach
ustalanych przez system satelitarnej transmisji,
pośród piłkarzy, których twarze są znane światu
lepiej niż twarze bogów, cóż więcej mógłbym
zrobić? Kiedy wieczorem przeglądam tytuły
w gazetach, kiedy widzę tłum długonogich
dziewczyn w dyskotekach, lub kiedy patrzę
w gwiazdy, czuję dokładnie to samo: że nie
o celność tu chodzi. Dopóki o wszystkim
nie decyduje plastikowa trawa na boisku
ani liczby w kontraktach, ten sport, i cały
ten świat, pozostaje czysty. I można zaufać
szczęściu. Uwierzyć, że to, co się stanie,
jest jedynie częścią tego, co może się stać.
Komentarze
Dodaj komentarz
*tytuł komentarza:
*treść komentarza:
Piłkarze w lodzie - wspomnienie
Najpierw piłka odkleiła się od buta. Później odpadła noga piłkarza. Ciepły grudzień nie był łaskawy dla prac pokazanych na poznańskim rynku podczas Międzynarodowego Festiwalu Rzeźby Lodowej. Setki turystów fotografujących kapiące rzeźby ocaliły je przed rozpłynięciem się w zupełnej niepamięci. W selektywnej galerii przedstawiamy piłkarskie akcenty Festiwalu. więcej
“Gdy mewy podążają za kutrem, czynią tak dlatego, ponieważ myślą, że do morza będą wrzucane sardynki”
Eric Cantona
Paul Gascoigne
Geniusz i błazen. Jeden z największych zmarnowanych talentów w historii angielskiego futbolu. Idol młodzieży lat 90-tych, zanim wpadł w kłopoty związane z uzależnieniami, był prawdziwą gwiazdą brytyjskiego sportu, ale także showmanem i … raperem. więcej










