Strona główna > Wokół piłki
"Mistrzowski drybling słowami". Notatki tropiciela (1)
Początki poetyckiego pisania o sporcie kojarzę z Kazimierzem Wierzyńskim. To się nawet logicznie układa, jeśli wziąć pod uwagę ekspresję cielesności, jaką nasycił swe debiutanckie wiersze z tomiku „Wiosna i wina”. Hieratyczność i smętek młodopolskiej frazy przełamał czymś ekstatycznym i bezpośrednim. Być może pierwszy w poezji polskiej dopuścił do głosu rozedrgane ciało, prezentowane jako fenomen wymykający się moralistycznym osądom i podziałom na ducha i materię. Ciało świętowało swą cielesność, budując poczucie podmiotowości i jedności na doznaniach elementarnych i bezpośrednich, na ekspresji mięśni i tkanek. Poruszające się, naładowane wybuchową energią ciało odnajdowało w tych wierszach jedność z rozbuchaną na wiosnę przyrodą. Aż chciałoby się do znanych słów „jestem radosną/ Wichurą zachwytu i szczęścia poety,/ Co zamiast człowiekiem, powinien być wiosną” dopisać frazę „powinien być piłką odbitą od nogi/ pędzących po trawie jako młode bogi” itd. Te słowa jednak nie padły.
Wydaje mi się, że zakres możliwości wyrazu fizycznej, sportowej ekspresji został już zarysowany. Napisane przezeń kilka lat później wiersze o różnych dyscyplinach sportowych te możliwości wykorzystały. Chodzi o zbiór „Laur olimpijski”, za który poeta otrzymał złoty medal w Olimpijskim Konkursie Sztuki i Literatury na IX Igrzyskach Olimpijskich w Amsterdamie w 1928 roku. Jak Wierzyński pisał o futbolu? Czy jak Tadeusz Peiper, który w wierszu „Football” zachwycił się estetyką żywych, zmiennych, dynamicznych linii, kształtem falującego tłumu, czy urzekła go gra barwnych plam, a szczególnie tej jednej, kopniętej wysoko w powietrze, „żywiącej nasze oczy jedwabną swą bułką”? Skądinąd wiadomo, że Wierzyński lubił chodzić na piłkarskie mecze, a często nawet musiał jako redaktor „Przeglądu Sportowego”. Widział piękno futbolu nieco inaczej. Mecz piłkarski był dla niego parateatralnym wydarzeniem o niespotykanej nieprzewidywalności i emocjonalności scen i sytuacji. Za tymi zdarzeniami stała powaga i patos, zaś z postawami graczy bezpośrednio wiązały się takie wartości, jak poświęcenie, waleczność, spryt i pomysłowość, honor i ambicja, bowiem reprezentowali nie tylko siebie i swoje umiejętności, lecz również drużynę, wspólnotę, miasto, naród.To Wierzyński był pierwszym polskim poetą, który przeniósł wartości patriotyczne na boisko. W utworze „Match footballowy” doszło – moim zdaniem – do przeniesienia perspektywy politycznej i batalistycznej na płaszczyznę widowiska sportowego rozumianego jako współczesna projekcja niemalże homeryckiego boju. Wierzyński od razu trafił w istotę tego sportu, potrącił o jakąś archetypiczną strunę, zwielokrotnił doznania i wyolbrzymił emocjonalne i aksjologiczne tło meczu piłkarskiego. To tylko zwykły mecz, mogliby powiedzieć Tadeusz Peiper i Osip Mandelsztam. To tylko głupi mecz, powiedziałby żartem Tadeusz Boy-Żeleński. Widać, że nigdy naprawdę nie przeżyli oczyszczającego katharsis futbolowego pojedynku. Wierzyński przeżył i dał temu wyraz. U Mandelsztama nie ma niczego wzniosłego w kopaninie na murawie. Chociaż i u niego pojawia się słowo „bitwa”, to w zestawieniu z „ubezgłowionym i zaplutym gruboskórnym bogiem futbolu” nie brzmi dumnie. Chodzi mi tu o wiersz „Futbol” z 1913 roku (w tłumaczeniu Marii Leśniewskiej). U Boya-Żeleńskiego nawet nie ma mowy o bitwie, to jakieś agresywne i zgoła bezsensowne harce ku uciesze gawiedzi. Taki obraz wyłania się z zamieszczonego w „Słówkach” „Kupletu footbalisty”, zaczynającego się od słów „Przyjechali do Krakowa piłkarze,/ By nogami strzelać sobie w twarze” i z drwiną wspomina się o tym, że „Dziś Sobieski, miast na Turkach tępić miecz,/ pojechałby do Stambułu kopać mecz…”.
Wierzyński z cała powagą i odpowiedzialnością za słowo, z wiarą w humanistyczną wartość tej gry i towarzyszących jej emocji, jednostkowych i wspólnotowych, opisuje mecz futbolowy jako ścieranie się wartości, odwieczną rozgrywkę między siłami wysyłającymi kolejne pokolenia do rywalizacji, do pokojowego współzawodnictwa. Bohater wiersza Wierzyńskiego utożsamia się ze wspólnotą kibiców, przeżywa razem z nimi, natomiast bohaterowie wierszy Peipera, Mandelsztama i Boya-Żeleńskiego stoją z boku, analizują chłodno, nie są zdolni do utożsamienia się z uczuciami tłumu. Mówiąc krótko: Peiper estetyzuje, Mandelsztam trywializuje, zaś Boy-Żeleński ironizuje. Tylko Wierzyński interioryzuje doznania uczestniczącego kibica, nie dystansując się artystowsko i wyniośle od rozrywek tłumu. Już w 1927 roku przewidział rozwój tego typu widowisk i ich wpływ na kulturę masową, pisząc, że żaden teatr nie potrafi pomieścić tylu widzów, co stadion, i tak głęboko zaangażować w przebieg rozgrywającego się spektaklu. Utwór ten koniecznie należy przytoczyć w całości.
Match footballowy
Oto tu jest największe Colosseum świata,
Tu serce żądz i życia bije najwymowniej,
Tu tajemny sens wiąże i entuzjazm brata
Milion ludzi na wielkiej rozsiadłych widowni.
Zamora wsparty w bramce o szczyt Pirenejów,
Piękniejszy niż Don Juan, obciśnięty w swetrze,
Jak dumny król, w chaosie center i wolejów,
Śledzi kulę świetlistą, prującą powietrze.
Z Uralu w bój posłaną, jak z lufy moździerza,
Trzyma w oczach i więzi, a gdy kula spada,
Jak pająk się nad dziuplą bramki rozczapierza,
Jak krzak wystrzela w niebo, człowiek-barykada.
Pocisk skacze kozłami od miasta do miasta,
Z jednej strony jest Moskwa, z drugiej Barcelona,
Już steruje ku siatce, już spod stóp wyrasta,
Trybuny tracą oddech, cały stadion kona.
I pokażcie mi teraz – gdzie, w jakich teatrach
Milion widzów wystrzeli takim wielkim głosem:
Zamora, lecąc w górę, jak żagiel na wiatrach,
Za Atlantyk wybija piłkę jednym ciosem!
Widownia oszalała, krzyczy, bije brawo,
Półkole trybun płonie niczym aureola,
I jak wielka tęsknota za zwycięską sławą
Tętni okrzyk stadionu: gola, gola, gola!
Wyznawczy stosunek Wierzyńskiego do futbolu nie jest czymś wyjątkowym w literaturze polskiej. Wielu pisarzy swoją przygodę z piłką ocenia jako pierwszorzędne i formujące przeżycie. Jeżeli niektórzy z nich nigdy nie byli aktywnymi zawodnikami (nawet na małą podwórkową skalę), to mimo wszystko często udzielał im się nastrój świątecznego podniecenia towarzyszącego rozgrywkom, a już szczególnie meczowi o dużym, narodowym znaczeniu. Jak nazwać ten nastrój, jak nazwać towarzyszące mu uczucia? Dlaczego jedni śmieją się z tego i pukają w czoło, zaś inni pozwalają, by ten ożywczy prąd przeszedł przez ciało i świadomość, a potem przez wiersz czy kawałek prozy? W notatkach zachowała mi się wypowiedź Stanisława Dygata, nie wiem, skąd wzięta, więc przypisu nie będzie. Uważam, że zawiera ona istotną część odpowiedzi na powyższe pytania. Mam nadzieję, że te słowa dyktował pisarzowi nie tylko powszechny entuzjazm po niebywałym wyczynie naszej drużyny na Wembley. „Dziwny urok, który rzuca na nas wielki mecz, jest chyba bogatszy w znaczenia od zwykłego uczucia narodowej dumy i radości z wygranej. Nie umiem sformułować moich wrażeń po meczu w konkretnych sportowych kategoriach. Kiedy myślę o tym zdarzeniu, pojawia się przed moimi oczami jakby apoteoza: rozpaczliwie broniący się polscy gracze pod bramką, Tomaszewski fruwający nad ich głowami jak archanioł i wyłapujący piłki w sposób nadprzyrodzony. Potem z bohaterską determinacją, w odpowiedzi na ucisk i przemoc, nagłe przejście do zuchwałego ataku. Wróg, przerażony i zdumiony nieziemską siłą drzemiącą w tym narodzie, rzuca się do ucieczki. Zwycięstwo! Krzyki mężczyzn, płacz kobiet, dźwięki Warszawianki!”
Zwróćmy uwagę: aż apoteoza! Figury ucisku i przemocy, bohaterstwa i determinacji rodem z lamusa polskiej wyobraźni zbiorowej odżywają na moment, na ten szczególny moment zetknięcia się dwóch hufców na zielonej murawie. W dzisiaj pisanych wierszach trudno o wzniosłość tego typu. Najczęściej wraca się pamięcią do dzieciństwa i wspomina podwórkowe rozgrywki bądź ważne mecze oglądane w telewizji. Wszystkie te motywy (i kilka dodatkowych) znajdujemy w poezji Jacka Podsiadły, który poświęca futbolowi wiele miejsca. Prawdę mówiąc, u żadnego poety współczesnego nie znalazłem tyle aluzji, nawiązań i historii związanych z walką na boisku i towarzyszącą jej otoczką. Podsiadło jest ciągle aktywnym piłkarzem-amatorem i wie, o czym pisze. Jego bohater rzadko kiedy zasiada na trybunach, interesuje go uczestnictwo w grze. Z wielką pasją i wyczuciem potrafi o tajemnicy i uroku tej gry opowiadać. Nie chodzi o kult futbolu. Piłkarskie przesłanie Podsiadły jest przesłaniem wojownika stojącego na straży zasad. Brzmią staroświecko, ale Podsiadło potrafi je ożywić i unowocześnić. Serce do walki. Animusz. Honor. Solidarność. I teraz wypadałoby coś zacytować. Trudno dokonać wyboru. Z piłkarskich wierszy Podsiadły dałoby się skomponować odrębny tomik. Wybieram ten najbardziej wzruszający, ludzki, ciepły. Ten o szansie, jaką niekiedy daje nam futbol. Szansie na człowieczeństwo, na braterstwo, na poczucie własnej wartości. Przepisuję go z dwunastego numeru „Odry” z roku 1998.
Byle nie walkowerem
Żaden miód, seks czy tekst
nigdy nie dorównały smakiem
mosiężnej rurce kranu branej chciwie do ust
po godzinach biegania z piłką, kiedy cały świat
pulsował w przekrwionych oczach i piło się, piło.
Po przegranym meczu zostałem dziś koło ławki.
Szczeniak posłany po colę wrócił, dostał 2 złote
w nagrodę. Spytał, jak się zapisać do klubu piłkarskiego,
potężnie się jąkał i miał nerwowy tik. Nie był też
rozgarnięty, futbol dla takich jest czasem jedyną życiową szansą.
Na imię miał Marek. Przyszło pięciu berbeci i jeden spytał:
„Grasz w nogę?” Mnie spytał. „Nie, ale mój brat zagra,
leć, Marek”. „To mój brat”, stwierdził posępnie
rudy piegus, nogi jak pałąki, „nie umie nawet kopnąć”. Wzięli go jednak,
ponieważ w piłce nożnej musi być graczy do pary.
„My jesteśmy Włochy”, zadysponował któryś a rudy pochwycił:
„Ja Del Piero”. „A ja Inzaghi”, wybrał pulchny blondynek.
Już w pierwszej akcji Inzaghi strzelił z podania Del Piero
między nogami jąkały, lekko ale wyraźnie
upośledzonego ruchowo. „No, szczurek, goń po piłkę”, rozkazał Del Piero bratu.
Nie wybrali dla siebie kraju, ale wiedziałem, że są
Cyprem albo Albanią. Choć dwaj pozostali jednak
coś tam umieli, bo ku zdziwieniu milionów Cypr zaczął strzelać
gola za golem. Podnieciłem się. „To puchar, o który gracie!”,
ogłosiłem stawiając puszkę po coli na ławce. Po każdym golu, przy którym
nie miał żadnego udziału, Marek biegł do mnie, pokracznie
skakał przez ławkę i przybijał piątkę, a ja mu udzieliłem
trenerskich rad, których nie pojmował. Kiedy musiałem odejść
Cypr wygrywał 6:2. Obejrzałem się jeszcze. Akurat wiatr
zdmuchiwał leciutki puchar, czego zajęci walką szczęśliwie nie widzieli
[CDN]
Komentarze
Dodaj komentarz
*tytuł komentarza:
*treść komentarza:
"Pisarze wobec futbolu. Negacje, irytacje, fascynacje"
Erotyzm futbolu, piłka nożna jako tworzywo poetyckie, poeta-chuligan... Katolicki Uniwersytet Lubelski zaprasza na konferencję poświęconą związkom futbolu i literatury (4-5 czerwca 2012). więcej
“Przelobować to zagrać tak, żeby piłka spadła bramkarzowi za plecami niczym liść jesienny, najlepiej klonowy, bo wirujący.”
Jerzy Pilch
Alexi Lalas
Słaba jakość krótkiego filmu nie pozwala dokładnie zorientować się, jak wygląda nocny klub muzyczny, który zwabił na gościnny występ prawie dwumetrowego rudzielca, z gęstą brodą i długimi włosami. Widzowie mogą odnieść wrażenie, że człowiek, który zaraz będzie śpiewał, nieco chowa się za swoim zarostem, dając do zrozumienia, że nie do końca czuje się na swoim miejscu. Ale oto rozpoczyna się piosenka i od razu rozpoznajemy nieśmiertelny standard. To „Johnny B. Good” z repertuaru Chucka Berry’ego. Ogromny facet podchodzi do mikrofonu i od pierwszych taktów nie mamy wątpliwości, że początkowe wrażenie było czystą kokieterią. Bo Alexi Lalas bez dwóch zdań umie śpiewać. więcej









