Strona główna > Aktualności
2011-01-09
Co gra w duszy kibica - dyskusja na zdjęciach
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
W czwartek 11 grudnia w klubie Meskal w Poznaniu odbyła się projekcja filmu "Henio, Idziemy na Widzew" , po której o tym, co gra w duszy kibica dyskutowali Stefan Szczepłek (dziennikarz sportowy), Piotr Śliwiński (literaturoznawca, krytyk literacki), Jacek Podsiadło (poeta i prozaik), Michał Jóźwiak (reżyser filmu) oraz Marcin Kaczorowski (bohater filmu). Uczestnicy w kameralnej atmosferze opowiadali o swoich kibicowskich inicjacjach, wielkich piłkarskich emocjach, filmach i literaturze. Spotkanie było częścią 28. Międzynarodowego Festiwalu Filmów Młodego Widza Ale Kino!
Stefan Szczepłek podsumował je na swoim blogu następująco: Po obejrzeniu dokumentu nie mogłem złapać tchu, bo film jest wzruszający [...]. Po projekcji Marcin opowiada o swoim życiu, pracy i kibicowaniu. Nie ma pretensji do Widzewa, z którego odszedł, kiedy się zorientował, że masuje nie tylko piłkarzy, ale też działaczy i ich rodziny. I w dodatku mu nie płacą. Kocha Widzew, a nie działaczy. Martwi się tylko o wzrok Henia.Rozmawiamy o kibicowaniu w poznańskim pubie Meskal przez dwie godziny. Bohater filmu i reżyser z Łodzi, poeta Jacek Podsiadło z Opola, ja, wychowany na Legii, grupa organizatorów festiwalu i kibiców Lecha. Mówimy tym samym językiem, stukamy się szklankami piwa. Żal się rozstawać. Być może jedynym miejscem, gdzie kibice nie mogą się porozumieć i poznać nawzajem, jest stadion. Może trzeba spotkać Marcina, żeby się nie wstydzić ludzkich odruchów".
Autorem zdjęć jest
Paweł Matysiak: www.pawelfmatysiak.pl
Komentarze
Dodaj komentarz
*tytuł komentarza:
*treść komentarza:
"Komentujący Jan Ciszewski nie zapomniał powiedzieć, że sędzia spotkania pan Patrick Partridge jest z zawodu farmerem, ale o mnie nic nie mówił. Mała dziewczynka – dzisiaj ma ze czterdziestkę – wręcza tuż przed pierwszym gwizdkiem Mirosławowi Bulzackiemu kwiaty i nie są to kwiaty dla mojej matki. Jan Tomaszewski płacze w czasie hymnu ze wzruszenia, ale wzruszony jest stutysięcznym śpiewem, a nie wiadomością o moich urodzinach" - cykliczny felieton Adama Adamczyka. więcej
“Przelobować to zagrać tak, żeby piłka spadła bramkarzowi za plecami niczym liść jesienny, najlepiej klonowy, bo wirujący.”
Jerzy Pilch
Alexi Lalas
Słaba jakość krótkiego filmu nie pozwala dokładnie zorientować się, jak wygląda nocny klub muzyczny, który zwabił na gościnny występ prawie dwumetrowego rudzielca, z gęstą brodą i długimi włosami. Widzowie mogą odnieść wrażenie, że człowiek, który zaraz będzie śpiewał, nieco chowa się za swoim zarostem, dając do zrozumienia, że nie do końca czuje się na swoim miejscu. Ale oto rozpoczyna się piosenka i od razu rozpoznajemy nieśmiertelny standard. To „Johnny B. Good” z repertuaru Chucka Berry’ego. Ogromny facet podchodzi do mikrofonu i od pierwszych taktów nie mamy wątpliwości, że początkowe wrażenie było czystą kokieterią. Bo Alexi Lalas bez dwóch zdań umie śpiewać. więcej















