Strona główna > Aktualności
2010-10-08
Trzy dreszcze poznaniaka
Koncert Stinga był pierwszą okazją obejrzenia stadionu, który jest namacalnym dowodem na to, że Mistrzostwa Europy w 2012 roku naprawdę odbędą się w Polsce. Już dochodząc do stadionu, można było poczuć dreszcz emocji, wywołany przez kolorową iluminację całego obiektu. Efekt, jaki dał niebieski kolor wyglądającej jak kapsuła zewnętrznej części stadionu, narzucał skojarzenia z niesamowitą monachijską Allianz Arena (tam w ostrej czerwieni).
Po wejściu na stadion chyba każdy poznaniak, a kibic Lecha tym bardziej, poczuł drugi dreszcz – połączenie dumy (że się udało, że potrafimy, że jesteśmy pierwsi) z zachwytem nad gigantyczną konstrukcją, która tego dnia była miejscem koncertu, ale już niedługo później stał się areną sportowych zmagań, które wreszcie w Poznaniu doczekały się godnego miejsca.
Trzeci dreszcz, który w kumulacji z poprzednimi sprawił, że 20 września na długo pozostanie w pamięci, to koncert Stinga, poprzedzony wokalnymi popisami Anny Marii Jopek. Polska wokalistka pokazała, dlaczego jest uważana za jedną z najlepszych śpiewaczek w naszym kraju, w czym jednak cały czas próbowała jej przeszkodzić obsługa techniczna koncertu, posuwając się nawet do wyłączenia nagłośnienia na kilka sekund, w trakcie jednego z wokalnych pasaży.
Po występie Anny Marii Jopek, w oczekiwaniu na gwiazdę wieczoru, organizatorzy przygotowali oficjalny program artystyczny z okazji otwarcia Stadionu Miejskiego. Miało być chyba „show”. Trudno mi do końca zrozumieć, jaki sens ukryty był w połączeniu dzieci biegających z piłkami przez przejścia między sektorami, z unoszącą się do góry baletnicą, przy równoczesnym pokazie na telebimach specjalnego filmu mówiącego o historii stadionu. Później zaprezentował się zespół street performerów (nieudolnie wzorowany na niesamowitym STOMP) w strojach robotniczych, z taczkami i łopatami, miotający się po płycie stadionu w rytmie wybijanym przez bębniarzy. Całość ratował niesamowity pokaz laserów oraz świetlna wizualizacja stadionu – tym razem jego wnętrza.
Mieszane uczucia, jakie pozostawiła po sobie artystyczna część uroczystości otwarcia stadionu, już po chwili rozwiał Sting razem z Royal Filharmonic Orchestra, pod batutą niesamowitego Stevena Mercurio. Połączenie muzyki rozrywkowej z brzmieniem pełnej orkiestry symfonicznej, bandem, na co dzień koncertującym ze Stingiem oraz sama gwiazda wieczoru sprawiły, że poznaniacy mieli możliwość wysłuchania koncertu, o którym, zwłaszcza w aurze tego wieczoru, powiedzieć można tylko – Liga Mistrzów! Największe przeboje w nowych opracowaniach i znakomite wykonane sprawiły, że publiczność zapomniała o coraz dotkliwiej przeszywającym zimnie i bawiła się razem z wykonawcami, którzy, widać było, również czerpali przyjemność z występu. Muzycy na co dzień grający w londyńskiej Filharmonii tańczyli, Sting starał się zagadywać publiczność po Polsku i nawet uniesiony atmosferą wieczoru Prezydent Poznania odważył się powiedzieć zdanie po angielsku – zanim oficjalnie otworzył stadion.
Andrzej Hamerski
Komentarze
Dodaj komentarz
*tytuł komentarza:
*treść komentarza:
"Komentujący Jan Ciszewski nie zapomniał powiedzieć, że sędzia spotkania pan Patrick Partridge jest z zawodu farmerem, ale o mnie nic nie mówił. Mała dziewczynka – dzisiaj ma ze czterdziestkę – wręcza tuż przed pierwszym gwizdkiem Mirosławowi Bulzackiemu kwiaty i nie są to kwiaty dla mojej matki. Jan Tomaszewski płacze w czasie hymnu ze wzruszenia, ale wzruszony jest stutysięcznym śpiewem, a nie wiadomością o moich urodzinach" - cykliczny felieton Adama Adamczyka. więcej
“Przelobować to zagrać tak, żeby piłka spadła bramkarzowi za plecami niczym liść jesienny, najlepiej klonowy, bo wirujący.”
Jerzy Pilch
Alexi Lalas
Słaba jakość krótkiego filmu nie pozwala dokładnie zorientować się, jak wygląda nocny klub muzyczny, który zwabił na gościnny występ prawie dwumetrowego rudzielca, z gęstą brodą i długimi włosami. Widzowie mogą odnieść wrażenie, że człowiek, który zaraz będzie śpiewał, nieco chowa się za swoim zarostem, dając do zrozumienia, że nie do końca czuje się na swoim miejscu. Ale oto rozpoczyna się piosenka i od razu rozpoznajemy nieśmiertelny standard. To „Johnny B. Good” z repertuaru Chucka Berry’ego. Ogromny facet podchodzi do mikrofonu i od pierwszych taktów nie mamy wątpliwości, że początkowe wrażenie było czystą kokieterią. Bo Alexi Lalas bez dwóch zdań umie śpiewać. więcej









