Strona główna > Aktualności

2010-04-21
Odyseja Piłkarska 2010 (część I)

 

We wtorek (20 kwietnia) drużyna reprezentująca barwy serwisu sztukapilki.pl rozegrała swój pierwszy mecz w Poznańskiej Lidze Szóstek Red Box. Przegraliśmy 3-4 z KS Arvato Services. Dla większości z nas wtorkowy wieczór był wydarzeniem inicjacyjnym: duże boisko, gra o prawdziwe punkty przy sztucznym oświetleniu… Nie ma co ukrywać, przeciwnik górował nad nami doświadczeniem zdobytym na czwartoligowych arenach (co piszę bez złośliwości), a debiutująca drużyna, pełna zbyt długo nieszlifowanych diamentów, do samego końca nie mogła znaleźć właściwego ustawienia na boisku.

Z początku nic nie zapowiadało klęski. Przecież Michał – szybkonogi Achilles karmiący długie włosy kwietniowym zefirem – dał nam nadzieję! Po składnej akcji zdecydował się na krótki rajd, przedarł się przez Hektorowe zasieki i płaskim strzałem wyprowadził nas na 1-0!

Jednak chwilę później otumaniły nas dwie szybko stracone bramki: przygasł entuzjazm, mrok jupiterów zakradł się do serc. I już zmierzchało w piłkarskim marzeniu, gdy wtem ducha przywrócił nieobliczalny Paweł, chłopak preferujący styl „pijanego mistrza”. Zostanie zwiedziony ten, kto nie doceni  tego zawsze poobijanego, zaplątanego w siatkę, wmontowanego w drabinki Dionizosa piłkarskiego – to on wznowił święto, po jego dziwnym strzale piłka powoli wtoczyła się do bramki. Zygzakiem, a jakże!

Niestety w drugiej połowie kombinacja dwóch prostych ciosów znowu przebiła się przez niezbyt wysoko uniesioną gardę. Jedna z bramek, która postawiła drużynę w sytuacji dramatycznego 2-4 na kilka minut przed końcem meczu, obciąża niestety sumienie kapitana! Moje sumienie! Przeciwnik z nieludzkim chłodem wykorzystał moment, gdy boleśnie kontuzjowany ze zwieszoną głową opuszczałem boisko, pozostawiając wyrwę w i tak dziurawej tego dnia obronie. Zapytajmy retorycznie, cóż to za kapitan, co pierwszy opuszcza tonący okręt? Czy ranny palec usprawiedliwia tę rejteradę? Wspomnijmy czarnego rycerza z filmu Monty Python i Święty Graal, zucha, który nie tylko bez palca, ale bez rąk i nóg dawał jeszcze odpór przeciwnikowi!


Rozmiary porażki zmniejszył Szymon, zwany gorliwym. Do dziś wiemy o nim mało, ale mawiają, że jest patronem beznadziejnych przypadków. Niekiedy nieobecny, zniechęcony, z gwiazdą melancholiczną na pochmurnym czole. Zdobył ostrogi w tej pierwszej bitwie. Strzał z bliskiej odległości i już tylko 3-4!

Ale to był niestety koniec, przegraliśmy. Dlaczego, dlaczego! Długośmy o tym dyskutowali po meczu. Przyczyn znaleźliśmy tyle, ilu było graczy na boisku, ale zgodzimy się chyba co do tego, że błędem był pośpiech, który zmusił nas do debiutu bez wcześniejszego ujednolicenia strojów. Czy nie jest bowiem tak, że Drużyna, „jej rdzenny, zatajony sens”, mówiąc słowami poety Maliszewskiego, jako kulturowa forma męskiej solidarności potrzebuje unifikujących symboli? Każda metafizyka wymaga fundamentu, każdy rdzenny sens pragnie otuliny z formy, każda treść pożąda swojego „ubioru”. Patrząc ze stanowiska metafizyki futbolu nie ma racji liberał Richard Rorty, gdy pisze, że społeczność pojmować należy „nie jako związek bratnich dusz zjednoczonych wspólnym celem, lecz jako związek dziwaków współpracujących dla wzajemnego bezpieczeństwa”. Drużyna jest właśnie „związkiem”, posiadającym „wspólny cel”, „związkiem” wymagającym zachowania pewnych form. Dlatego wkrótce ujednolicimy stroje, co, jak widać, będzie miało nie tylko znaczenie praktyczne, ale zabezpieczy również dość mocno „zatajony sens” naszej Drużyny.

Jacku, Janie, Ambroży, Tomaszu, Marcinie, Radosławie, szarzy wyrobnicy klęski wtorkowego wieczoru, cisi bohaterowie tego poematu – nie lękajcie się, i Was wkrótce porwie nurt Wielkiej Narracji!

Następna potyczka już wkrótce: SZTU-KA PIŁ-KI!!! SZTU-KA PIŁ-KI!!!

 

Wojciech Hamerski
znaczy kapitan

 

Komentarze

nie dodano jeszcze żadnego komentarza.

Dodaj komentarz

 

*tytuł komentarza:

*treść komentarza:

Token

*wpisz znaki widoczne na obrazku:

 
Wokół piłki
Maria Żmuda, „Bo mój chłopak piłkę kopie. Ze wspomnień” - recenzja książki
"Bycie kobietą sławnego piłkarza jest sprawą nie bez znaczenia dla świata. Doskonale wiedzą o tym czytelnicy Pudelków i Plotek, którzy bacznie obserwują życie Victorii Beckham, Anny Przybylskiej czy niegdyś Dody. Żony idoli sportowych często rozwijają autonomiczne kariery. Maria Żmuda, z racji bycia żoną wielkiego sportowca Władysława Żmudy, swego czasu również doświadczyła popularności, przyjaźniła się z gwiazdami, próbowała sił we własnym biznesie – a po latach postanowiła napisać o tym książkę" - recenzja Sylwii Świtoń. więcej
Archiwum cytatów

“Gdy mewy podążają za kutrem, czynią tak dlatego, ponieważ myślą, że do morza będą wrzucane sardynki”

Eric Cantona

Paul Gascoigne
Geniusz i błazen. Jeden z największych zmarnowanych talentów w historii angielskiego futbolu. Idol młodzieży lat 90-tych, zanim wpadł w kłopoty związane z uzależnieniami, był prawdziwą gwiazdą brytyjskiego sportu, ale także showmanem i … raperem. więcej