Strona główna > Aktualności
Bill Shankly - "sprawił, ze ludzie byli szczęśliwi"
Kibice Liverpoolu przygotowują się do świętowania rocznicy przybycia Billa Shankly'ego na Anfield, Legendarny menedżer swoją przygodę z klubem rozpoczął w grudniu 1959 roku. Przed stadionem stoi pomnik trenera, na którym wyryto napis: "sprawił, ze ludzie byli szczęśliwi". I chociaż z pewnością trudno odnieść to do tej części mieszkańców, którzy kibicowali Evertonowi (znany był lekceważący stosunek Shankly'ego do lokalnego rywala), coś jest jednak na rzeczy. Shankly był osobą, która zbudowała wielkość klubu, ale swoją charyzmą uwiódł też kibiców spoza miasta Beatelsów (którzy, nawiasem mówiąc, w tym samym czasie rozsławiali Liverpool). Na oficjalnej stronie FC LIverpool kibice ogłosili akcję... zbierania wspomnień o Billu Shanklym
W 2008 roku odbyła się premiera interaktywnego widowiska teatralnego w reżyserii Andrew Sherlocka, upamiętniającego tę legendarną postać. Na scenie pojawia się tylko jeden aktor, wcielający się w legendarnego menedżera. Widz jest świadkiem ostatniego dnia w klubie, podczas którego wielki Shankly w samotności duma nad 15 latami spędzonymi na Anfield. Spetakl wzbudza w Anglii ogromny entuzjazm (w sklepach internetowych dostęna jest wersja DVD).
Na całym świecie Shankly znany jest jak świetny piłkarski aforysta. Poniżej garść sławnych i tych mniej znanych cytatów, dających wyobrażenie o konceptystycznej inwencji menedżera. Odwiedź też stronę w całości poświęconą Shankly'emu.
Komentarze
Dodaj komentarz
*tytuł komentarza:
*treść komentarza:
"Komentujący Jan Ciszewski nie zapomniał powiedzieć, że sędzia spotkania pan Patrick Partridge jest z zawodu farmerem, ale o mnie nic nie mówił. Mała dziewczynka – dzisiaj ma ze czterdziestkę – wręcza tuż przed pierwszym gwizdkiem Mirosławowi Bulzackiemu kwiaty i nie są to kwiaty dla mojej matki. Jan Tomaszewski płacze w czasie hymnu ze wzruszenia, ale wzruszony jest stutysięcznym śpiewem, a nie wiadomością o moich urodzinach" - cykliczny felieton Adama Adamczyka. więcej
“Przelobować to zagrać tak, żeby piłka spadła bramkarzowi za plecami niczym liść jesienny, najlepiej klonowy, bo wirujący.”
Jerzy Pilch
Alexi Lalas
Słaba jakość krótkiego filmu nie pozwala dokładnie zorientować się, jak wygląda nocny klub muzyczny, który zwabił na gościnny występ prawie dwumetrowego rudzielca, z gęstą brodą i długimi włosami. Widzowie mogą odnieść wrażenie, że człowiek, który zaraz będzie śpiewał, nieco chowa się za swoim zarostem, dając do zrozumienia, że nie do końca czuje się na swoim miejscu. Ale oto rozpoczyna się piosenka i od razu rozpoznajemy nieśmiertelny standard. To „Johnny B. Good” z repertuaru Chucka Berry’ego. Ogromny facet podchodzi do mikrofonu i od pierwszych taktów nie mamy wątpliwości, że początkowe wrażenie było czystą kokieterią. Bo Alexi Lalas bez dwóch zdań umie śpiewać. więcej









