Strona główna > Aktualności
2009-10-20
Zielony kompromis w Gdańsku
Stadionowa wojna na argumenty estetyczne i sportowe zakończona! Po długiej dyskusji zapadła decyzja o... kolorze krzesełek, które zamontowane zostaną na gdańskiej arenie, przygotowywanej na Euro 2012.
Dotychczasowe wizualizacje stadionu prezentowały bursztynowy kolor krzesełek, zharmonizowany z dachem, który będzie miał taką samą barwę. Kibice Lechii Gdańsk, klubu który będzie rozgrywał mecze na nowym stadionie, mieli jednak poważne wątpliwości: bursztynowy kolor ma się nijak do tradycyjnych barw klubowych - zieleni i bieli!
"Nie ukrywam, że estetyka obiektu jest niezwykle ważna, dlatego przez ponad miesiąc prowadziliśmy rozmowy z projektantem oraz kibicami Lechii" - powiedział prezydent Gdańska Paweł Adamowicz. Ze sportowo-estetycznego klinczu zdołano ostatecznie wybrnąć w iście salomonowy sposób: "Udało nam się znaleźć kompromis. Pamiętajmy, że jest ponad 200 kolorów bursztynu, w tym także zielony [...]. Dzięki temu udało się wybrać rozwiązanie pośrednie, zaproponowane przez pomysłodawcę kształtu stadionu, profesora Wojciecha Grabianowskiego, które mam nadzieję zadowoli każdego gdańszczanina".
Dobrze, ze takie sprawy nie umykają organizatorom - budowanie pięknych stadionów jest prawdziwą sztuką. Na pewno wrócimy do tej kwestii.
oprac.: WH
Komentarze
Dodaj komentarz
*tytuł komentarza:
*treść komentarza:
"Komentujący Jan Ciszewski nie zapomniał powiedzieć, że sędzia spotkania pan Patrick Partridge jest z zawodu farmerem, ale o mnie nic nie mówił. Mała dziewczynka – dzisiaj ma ze czterdziestkę – wręcza tuż przed pierwszym gwizdkiem Mirosławowi Bulzackiemu kwiaty i nie są to kwiaty dla mojej matki. Jan Tomaszewski płacze w czasie hymnu ze wzruszenia, ale wzruszony jest stutysięcznym śpiewem, a nie wiadomością o moich urodzinach" - cykliczny felieton Adama Adamczyka. więcej
“Przelobować to zagrać tak, żeby piłka spadła bramkarzowi za plecami niczym liść jesienny, najlepiej klonowy, bo wirujący.”
Jerzy Pilch
Alexi Lalas
Słaba jakość krótkiego filmu nie pozwala dokładnie zorientować się, jak wygląda nocny klub muzyczny, który zwabił na gościnny występ prawie dwumetrowego rudzielca, z gęstą brodą i długimi włosami. Widzowie mogą odnieść wrażenie, że człowiek, który zaraz będzie śpiewał, nieco chowa się za swoim zarostem, dając do zrozumienia, że nie do końca czuje się na swoim miejscu. Ale oto rozpoczyna się piosenka i od razu rozpoznajemy nieśmiertelny standard. To „Johnny B. Good” z repertuaru Chucka Berry’ego. Ogromny facet podchodzi do mikrofonu i od pierwszych taktów nie mamy wątpliwości, że początkowe wrażenie było czystą kokieterią. Bo Alexi Lalas bez dwóch zdań umie śpiewać. więcej









