Strona główna > Stałe projekty
"Lekcja marzeń" na Ale Kino! z piłką - recenzja filmu
Lekcja marzeń
reżyseria: Sebastian Grobler
kategoria wiekowa: od 12 lat
można obejrzeć w: Multikino 51
termin: 8. i 9.12, godzina 12.00
„Lekcja marzeń” opowiada o początkach fascynacji Niemców piłką nożną i dobitnie ukazuje, jak wielkie emocje sport ten rozbudził u naszych zachodnich sąsiadów.
Rok 1871, Brunszwik. Anglicy tuż po pierwszym meczu narodowej reprezentacji, w Prusach jeszcze nikt o futbolu nie słyszał. Do typowego gimnazjum przyjeżdża młody Konrad Koch, nauczyciel angielskiego. Trafia tam z Wysp i szokuje go pruska szkolna dyscyplina ocierająca się o reżim. Słynny niemiecki Ordnung doprowadzono tu do absurdu, młodzi chłopcy są zwartą masą osób bez właściwości, w szkole nie ma bowiem miejsca na indywidualność. Koch postanawia uczyć języka angielskiego praktycznie, a żeby zaszczepić w chłopcach nieco angielskiej kultury – pokazuje im futbol. Od razu pojawiają się pierwsze problemy.
„Lekcja marzeń” ukazuje historię człowieka, który usiłuje wprowadzić do szkoły wolność i odrobinę życia. Wie, że bez tego młodzi chłopcy nie mają szans wyrosnąć na samodzielnie myślących, mądrych ludzi. W klasie rysują się podziały ze względu na pochodzenie społeczne. Na jednym biegunie mamy młodego, zepsutego milorda, na drugim proletariusza, który dzięki swoim talentom został przyjęty do szkoły, chociaż nikt ani przez chwilę nie pozwala mu zapomnieć o tym dobrodziejstwie. Porządek i dyscyplina sprawiają, że chłopcy nie czują się ze sobą związani, kary są zbyt dotkliwe, by móc okazać szczere koleżeństwo i solidarność.
Koch stara się to zmienić, używając do tego futbolu. Jak w lepszy sposób z młodych, zastraszonych uczniów stworzyć drużynę? Piłka to jedyna rozrywka w gimnazjum. W pewnym momencie z ust milorda-seniora padają słowa: uczniom nie wolno się bawić, jedynie przymus i dyscyplina mogą przynieść rezultaty naukowe. W tym elemencie film przypomina chociażby „Młodych gniewnych”, tam również potrzebna jest osoba z zewnątrz, potrafiąca świeżym okiem spojrzeć na absurdy instytucjonalne i próbować je zmienić. Koch wie, że piłka nożna to nie tylko zabawa, ale i szkoła charakterów. Chłopcy przechodzą stopniową przemianę. Pruska instytucja jest jednak niezwykle kostyczna. Z dziesiejszej perspektywy trudno zrozumieć, co mogło oburzać i bulwersować w tej grze, zwłaszcza, że w swych początkach zdawała się o wiele bardziej dżentelmeńska. Jednak Koch miał po swojej stronie charyzmatyczną osobowość i entuzjazm młodzieży. Nawet pruski Ordnung musiał się przed tym ugiąć.
Czy właśnie zdradziłam finał filmu? Cóż, trudno się nie domyślić, że piłka nożna została ostatecznie zalegalizowana w kraju, który trzykrotnie cieszył się z Mistrzostwa Świata. Nie w zaskoczeniu leży jednak siła tego obrazu, lecz w nastroju entuzjazmu i wolności, który z sobą niesie. Świetnie ogląda się pękający w szwach mundur niemieckiej dyscypliny. Znaczący pierwszy mecz towarzyski, z młodymi Anglikami, to też gratka dla piłkarskich fanów. Piłka nożna urasta tu do symbolu walki o wolność i młodzieńczą żywiołowość w przesadnie uporządkowanym, sztywnym i... piekielnie nudnym świecie.
Marta Hoffmann
Komentarze
Dodaj komentarz
*tytuł komentarza:
*treść komentarza:
"Komentujący Jan Ciszewski nie zapomniał powiedzieć, że sędzia spotkania pan Patrick Partridge jest z zawodu farmerem, ale o mnie nic nie mówił. Mała dziewczynka – dzisiaj ma ze czterdziestkę – wręcza tuż przed pierwszym gwizdkiem Mirosławowi Bulzackiemu kwiaty i nie są to kwiaty dla mojej matki. Jan Tomaszewski płacze w czasie hymnu ze wzruszenia, ale wzruszony jest stutysięcznym śpiewem, a nie wiadomością o moich urodzinach" - cykliczny felieton Adama Adamczyka. więcej
"Pisarze wobec futbolu. Negacje, irytacje, fascynacje"
Erotyzm futbolu, piłka nożna jako tworzywo poetyckie, poeta-chuligan... Katolicki Uniwersytet Lubelski zaprasza na konferencję poświęconą związkom futbolu i literatury (4-5 czerwca 2012). więcej
“Przelobować to zagrać tak, żeby piłka spadła bramkarzowi za plecami niczym liść jesienny, najlepiej klonowy, bo wirujący.”
Jerzy Pilch
Alexi Lalas
Słaba jakość krótkiego filmu nie pozwala dokładnie zorientować się, jak wygląda nocny klub muzyczny, który zwabił na gościnny występ prawie dwumetrowego rudzielca, z gęstą brodą i długimi włosami. Widzowie mogą odnieść wrażenie, że człowiek, który zaraz będzie śpiewał, nieco chowa się za swoim zarostem, dając do zrozumienia, że nie do końca czuje się na swoim miejscu. Ale oto rozpoczyna się piosenka i od razu rozpoznajemy nieśmiertelny standard. To „Johnny B. Good” z repertuaru Chucka Berry’ego. Ogromny facet podchodzi do mikrofonu i od pierwszych taktów nie mamy wątpliwości, że początkowe wrażenie było czystą kokieterią. Bo Alexi Lalas bez dwóch zdań umie śpiewać. więcej









