Strona główna > Literatura
Jak Seweryn Gancarczyk pomógł rozwiązać archeologiczny dylemat
![]() |
| Jolanta Maria Różańska-Woźniak |
Archeologia okresu przed Kataklizmem (p.K.) dostarcza nam wielu zagadek. Niestety, zachowało się niewiele źródeł, dlatego w większości przypadków jesteśmy skazani na przypuszczenia. Na podstawie kilku ułomków przedmiotów i fragmentów zachowanych tekstów rekonstruujemy życie naszych odległych przodków.
Chciałbym tutaj przybliżyć kilka zjawisk związanych z rytuałem zwanym futbolem (albo też piłką nożną), który narodził się około trzech wieków p.K., a okres rozkwitu tych praktyk przypadł na drugi i pierwszy wiek p.K.
Zachowane źródła wskazują na olbrzymie znaczenie omawianych obrzędów dla ówczesnych społeczeństw. W wielu miejscach świata odkryto szczątki gigantycznych świątyń futbolu, w których mogło się pomieścić nawet ponad sto tysięcy wiernych. Jednym z bardziej spektakularnych przykładów świadczących o wadze futbolu są zachowane opisy upadku aparatu sprawowania władzy dwóch organizacji politycznych – nazywanych wówczas Polska i Україна – właśnie na skutek nieudolnej organizacji wielkiego święta kapłanów. Szereg innych znalezisk wskazuje na fundamentalną rolę piłki nożnej w różnych praktykach społecznych. Jednakże, mimo prowadzonych od dziesiątek lat badań archeologicznych, w dalszym ciągu wiele aspektów tego rytuału okrywa przed nami mrok tajemnicy.
Nie ma tutaj czasu na przedstawianie wszystkich zagadek, ale weźmy pod lupę choćby kwestie społeczno-organizacyjne i problem podziału na kasty. W źródłach spotykamy najróżniejsze określenia osób i grup związanych z piłką nożną: napastnik, mag futbolu, trener, pomocnik, kibol, FIFA, obrońca, Lechici, stoper, Kanonierzy, Legioniści, działacz, Wiara Lecha, arbiter, PZPN, Duma Katalonii… Dla pierwszych badaczy futbolu wzajemne relacje między nimi wydawały się zagadką nie do rozwiązania. Dzięki pracom pokoleń badaczy dokładnie analizujących materiały z I i II wieku p.K. udało się odtworzyć skomplikowaną strukturę futbolowych obrzędów. Napastnik, stoper czy pomocnik oznaczają różne role wykonawców rytuału, zaś np. określenie mag futbolu ma charakter metaforyczny, nie oznacza szamana czy czarownika, lecz wysokiego kapłana, nadzorującego przebieg obrzędu (tu pojawia się jednak problem, bo zachowane dokumenty wskazują, że obrzęd nadzorowali także tzw. arbitrzy, ale wydaje się, że nie jest to synonim dla słowa mag futbolu). Jednocześnie obok kapłanów, prowadzących połowicznie monastyczny styl życia (choć reguły ich obowiązujące były dużo luźniejsze niż w wypadku innych religii), istniały grupy, zrzeszające tzw. działaczy, odpowiadające za ekonomiczną stronę funkcjonowania kultu, którym podporządkowane były poszczególne zrzeszenia kapłanów. Wśród zwykłych wiernych, biernie obserwujących rytuał, spotykano grupy mające charakter sekciarski (np. Wiara Lecha), które czasami występowały przeciwko oficjalnym strukturom religii i obowiązującej formule rytuału. Stąd, być może, znaleziska liturgicznych artefaktów w miejscach, gdzie w promieniu wielu kilometrów nie ma żadnych śladów istnienia świątyni. Praktyki te mogły przybierać bardzo brutalną formę (np. rytualne walki nazywane ustawkami lub burdami). Na to wszystko nakładały się zależności ekonomiczne oraz ówczesny archaiczny podział społeczeństw ludzkich pod względem tzw. narodowości czy miejsca zamieszkania. Tak, w największym przybliżeniu, można opisać społeczno-organizacyjną strukturą futbolu. Do jej zrozumienia potrzebne były lata badań, a wciąż wiele kwestii pozostaje bez odpowiedzi (np. co mogło oznaczać sformułowanie „jebać PZPN” zachowane w wielu tekstach z obszaru Europy Środkowej z I wieku p.K., być może powiązane ze wzmiankowaną nieudaną organizacją kapłańskiego święta).
Innym intrygującym badaczy problemem jest sam przebieg rytuału i zasady, według których był on przeprowadzany. Konkurują ze sobą dwie hipotezy. Pierwsza głosi, że pierwotnie futbol nie miał funkcji rytualnej, lecz był po prostu grą, która zyskując na popularności, obudowała się liturgiczną otoczką. Druga zaś opiera się na twierdzeniu, iż każde odprawienie obrzędu przebiegało według ustalonego rytu, elastycznego wprawdzie, ale z góry ustalonego. Nie było elementu gry, co najwyżej jej teatralne naśladowanie. Rozmaitość brała się po prostu z wielości obrządków i organizacji zrzeszających kapłanów.
![]() |
| Julia Kaczmarczyk-Piotrowska |
Wydaje się, że ostatnie rewelacyjne znalezisko pozwala raz na zawsze rozwiązać ten dylemat. O ile już dawno odkryto, w jaki sposób odczytywać nośniki danych z I wieku p.K. (tak zwany zapis audiowizualny B i zapis audiowizualny A), to jednak w zachowanych zbiorach nie było żadnych materiałów związanych z futbolem. Wreszcie jednak odnaleziono minutowy zapis, przedstawiający wykonanie rytuału z I wieku p.K (według ówczesnej rachuby czasu pochodzące z 14 października 2009 roku). Jak wiadomo, wykonawcy rytuału dzielili się na dwie grupy, a centralnym punktem obrzędu było umieszczenie poświęconego przedmiotu (piłki) w specjalnie do tego przeznaczonym miejscu świątyni, bez używania przy tym rąk (najczęściej nogami, ale i głową, a w wyjątkowych wypadkach także innymi częściami ciała). W klasycznej świątyni wyróżniano dwa takie święte miejsca – bramki. Specjalni kapłani, nazywani bramkarzami, byli strażnikami sanctum sanctorum, a każda z dwóch grup odpowiadała za swoją bramkę. Według badaczy, opowiadających się za hipotezą o futbolu-grze, obie drużyny rywalizowały ze sobą, by jak najwięcej razy przeprowadzić tzw. ryt gola, a w ostatecznym rozrachunku o przebiegu rytuału decydowały indywidualne umiejętności, współpraca grupy i przypadek. Z kolei zwolennicy drugiej z hipotez (futbol jako sztywny rytuał) uważają, że nie ma mowy o grze czy rywalizacji. To rodzaj obrządku, w którym odprawiano liturgię, precyzował, ile razy należało umieścić piłkę w miejscu świętym.
By rozwiać wszystkie wątpliwości, opiszmy wzmiankowany krótki, minutowy przekaz wizualny, którego odkrycie stanowi kamień milowy w badaniach nad piłką nożną. Połączenie informacji tekstowych, wyświetlanych podczas projekcji, oraz porównanie obrazu ze stanem badań archeologicznych i źródłowych, pozwala ustalić, że rytuał odprawiały tzw. reprezentacje Polski i Słowacji (Słowacja to także nazwa ówcześnie funkcjonującej w Europie Środkowej organizacji politycznej). Do obrzędu doszło pomimo silnych opadów śniegu i niskiej temperatury. Kapłani, nie zważając na warunki pogodowe, założyli liturgiczne stroje (biało-czerwone jedni i niebieskie drudzy). O ile niektóre z zachowań osób odprawiających rytuał, uwiecznione na tym nagraniu, mogłyby stanowić argument na poparcie hipotezy o futbolu-grze, to postępowanie jednego z kapłanów (napis na jego stroju pozwala nam go zidentyfikować jako Seweryna Gancarczyka), każe ją kategorycznie odrzucić. Gancarczyk w ekwilibristyczny sposób wkopuje piłkę do swojej bramki! Czy możemy sobie wyobrazić, by kapłan zachowywał się w taki sposób, jeśli faktycznie uczestniczyłby w grze, w której celem jest niedopuszczenie do tzw. utraty bramki? Nie popadając w sprzeczność z dotychczasowym stanem badań, trzeba więc przyjąć, że piłka nożna miała charakter rytuału o określonym przebiegu, a ewentualne improwizacje podlegały daleko idącym ograniczeniom. Oczywiście pojawiają się różne kontrargumenty. Przyjmijmy dla przykładu, że futbol to gra, ale ten kapłan był po prostu niezdarny i dodatkowo poślizgnął się na śliskim podłożu. Czy możliwe jednakże, by tak nieudolną osobę wybrano reprezentantem wielomilionowej organizacji? W dyskusjach w kręgach naukowych była również wysuwana teza, że na czyn Gancarczyka mogło mieć wpływ zaoferowanie mu określonych korzyści. Jednakże takie podejście wymaga przyjęcia szeregu dodatkowych warunków, a przecież w nauce powinniśmy stosować zasadę oszczędności w formułowaniu założeń, zwłaszcza, jeśli prostsze wyjaśnienie jest w zasięgu ręki.
Podsumowując: dzięki analizie zapisu liturgii z 14 października 2009 i rytualnych działań kapłana Gancarczyka możemy dojść do wniosku, że futbol był rytuałem o ustalonej, ale elastycznej strukturze, dopuszczającym swobodę w sposobie wykonywania poszczególnych czynności kultowych, a przy tym bardzo teatralnym (być może stanowił naśladowanie jakiś prymitywnych gier). Nie sposób się jednak zgodzić, by przeważał w nim element gry. Zróżnicowanie sposobów odprawiania rytuału było wywołane przez jego geograficzne rozpowszechnienie, a odprawiano go wówczas na całym świecie. Tak jak różniła się architektura świątyń i stroje kapłanów, tak też dopuszczano różne wariacje w przebiegu rytuału. Futbol nie był więc grą, ale czymś dużo ważniejszym: nabożeństwem.
Tomasz Ewertowski
Komentarze
Dodaj komentarz
*tytuł komentarza:
*treść komentarza:
"Komentujący Jan Ciszewski nie zapomniał powiedzieć, że sędzia spotkania pan Patrick Partridge jest z zawodu farmerem, ale o mnie nic nie mówił. Mała dziewczynka – dzisiaj ma ze czterdziestkę – wręcza tuż przed pierwszym gwizdkiem Mirosławowi Bulzackiemu kwiaty i nie są to kwiaty dla mojej matki. Jan Tomaszewski płacze w czasie hymnu ze wzruszenia, ale wzruszony jest stutysięcznym śpiewem, a nie wiadomością o moich urodzinach" - cykliczny felieton Adama Adamczyka. więcej
"Pisarze wobec futbolu. Negacje, irytacje, fascynacje"
Erotyzm futbolu, piłka nożna jako tworzywo poetyckie, poeta-chuligan... Katolicki Uniwersytet Lubelski zaprasza na konferencję poświęconą związkom futbolu i literatury (4-5 czerwca 2012). więcej
“Przelobować to zagrać tak, żeby piłka spadła bramkarzowi za plecami niczym liść jesienny, najlepiej klonowy, bo wirujący.”
Jerzy Pilch
Alexi Lalas
Słaba jakość krótkiego filmu nie pozwala dokładnie zorientować się, jak wygląda nocny klub muzyczny, który zwabił na gościnny występ prawie dwumetrowego rudzielca, z gęstą brodą i długimi włosami. Widzowie mogą odnieść wrażenie, że człowiek, który zaraz będzie śpiewał, nieco chowa się za swoim zarostem, dając do zrozumienia, że nie do końca czuje się na swoim miejscu. Ale oto rozpoczyna się piosenka i od razu rozpoznajemy nieśmiertelny standard. To „Johnny B. Good” z repertuaru Chucka Berry’ego. Ogromny facet podchodzi do mikrofonu i od pierwszych taktów nie mamy wątpliwości, że początkowe wrażenie było czystą kokieterią. Bo Alexi Lalas bez dwóch zdań umie śpiewać. więcej











