Strona główna > Literatura

W imię bramki, gwizdka i pola karnego

 

Świat to śmieszne miejsce… W umysłowości świata Zachodu dokonują się zmiany wyjątkowe na tle wcześniejszych dziejów naszej cywilizacji. Nie trzeba na nowo uczyć się historii, by zauważyć, iż dzisiejsze pokolenie inaczej widzi idee, które ukształtowały poprzedników. Epicki heroizm umysłowych zmagań największych myślicieli blaknie, wzniosłe roszady kulturowe stają się niczym innym, jak tylko wzniosłością tragedii.


Świat jest głębią – a głębszą, niźli myślał dzień.

Fryderyk Nietzsche, Tako rzecze Zaratustra

Beckenbauer jest tu pewnym zaskoczeniem.
Monty Python, Mecz filozofów

Wczoraj

Poranek z idei. Dosyć duszno, ale nie gorąco. Arystoteles poprawił swój lekko przybrudzony chiton. Spojrzał niedbale na otaczający go świat. Kątem oka dojrzał ceglarza, umilającego sobie czas wcale udaną żonglerką. Ceglarz podbijał zielony owoc, którego nazwy Arystoteles, pochłonięty myślą o ontologicznie pierwotnej substancji, nigdy nie mógł spamiętać. Co jakiś czas ceglarz po kilku odbiciach uderzał energicznie w kierunku drugiego z ceglarzy, poczciwego już staruszka. Po jakimś czasie Arystoteles pojął, iż starzec stara się za wszelką cenę nie dopuścić do ingerencji piłki w światło wnętrza jego domostwa. Filozof domyślał się, że ceglarz czynił to w obawie przed zniszczeniem przedmiotów wypełniających mieszkalną przestrzeń. To tłumaczyłoby radość, którą sprawiało staruszkowi wyłapywanie kolejnych mknących ku niemu owoców. Arystoteles, trochę zmęczony tworzeniem w ostatnich dniach podstaw języka logiki, miał się już sposobić do niezbędnej modyfikacji platońskiego idealizmu, gdy marszcząc czoło zmiarkował:

"Owoc o nieznanej mi nazwie posiada cechy nadające strukturze giętkości i sprężystości – to zaś decyduje o jego formie. Ta składa się z materii sprężystej, mającej cechy sprężystości. Początek ruchu, nadawany dzięki sile uderzenia, a także sprężystości materii, co jest częścią składającą się na sprężystość formy, jest zależną od siły uderzenia i sprężystości przyczyną ruchu. Celem (telos) nadania ruchu jest skierowanie poruszonego obiektu w otwór mieszkalny starca, którego zaś telos to uchronienie przedmiotów znajdujących się w domostwie, więc powstrzymanie telos owocu".

Zafrasowany Arystoteles zjadł śniadanie i udał się na spoczynek. Myśl jego oswobodziła sensy, dając podstawę piłkarskim regulaminom. I tak ten pierwszy sędzia uśmiechawszy się, śnił o rozpoznawaniu formalnych struktur w świecie zmysłowym. Idee jego wzbogacało wielu, myśl krążyła, potykając się o wymyślnie poustawiane przeszkody. Fundamenty zostały położone…


Dziś

Wspólne doświadczenie ludzkości. Napięta strzała myśli, zgodnie wymierzona w argumenty przemawiające za istnieniem piłkarskiej centrali. Wskazując na sferę jedynego możliwego doświadczenia, konkretnych danych potwierdzonych przez zmysły, dostarczano hurtem kolejnych wniosków w kolejnym punkcie obrad. Najszybszy Napastnik, strzelec siedmiu goli o ciepłym nazwisku przegryzł jabłko. Po chwili wstał i rozglądając się niespiesznie po sali, rzekł:

"Dowodzenie pewności istnienia korupcji, wszechmocnej szarej siły, mającej wpływ na piłkarski byt, jest oczywistą niedorzecznością. Drodzy działacze, nie jest naszym celem zachowanie moralnego imperatywu przeświadczenia o wpływie sędziowania na poziom rozgrywek… i tak jak kartezjański sceptycyzm zbyt łatwo pozwalał jego twórcy na dogmatyczne twierdzenia o pewności istnienia Boga, tak dla nas moc korupcji jest równie niepoznawalna, bo stworzona tylko dla wyobrażenia, niemożliwa jest do udowodnienia myślą".

Po sali przeszło filozoficzne mrowienie. Jabłko wciąż tkwiło w zębach i myśli przemawiającego: „Ani rozum, ani nawet świat dziennikarzy »Przeglądu Sportowego«, nie mogą jednoznacznie, w swym empirycznym porozumieniu dowieść istnienia wyższej, wyposażonej w boski pierwiastek sprawczy, siły. Dla nas, Panowie, ta bałamutna i pozbawiona solidnej, weryfikowalnej podstawy myśl, każe rygorystycznie odrzucić metafizyczną pewność”. Oklaski, pragmatyczny chłód i zapach słonych paluszków pozwoliły ukoić sumienia zgromadzonych. Dało się słyszeć po zakamarkach sali o niepewności wiedzy i poznania... stanowcza większość zmieniła już pomniki swych myśli – Bacona i Kartezjusza zastąpili Kafka i Beckett.

Z odległego miejsca przysłuchiwał się wszystkiemu przedstawiciel szkoły konstancińskiej, uosobienie przyczyny i skutku w jednym, efekt rozumowania i świadomość uczuć pierwotnych. Jak brzytwa ostre miał słowo, za to trochę już stępiony pseudonim – symbol końca, a zarazem narodzin. Pełen lęku w obliczu samotnej medytacji, jął wykrztuszać odpowiedź:

"Gdy ja grałem w Legii, intuicyjne rozważania pośród duchowego głodu pozwalały wznieść się poza deistyczne formy, tak antagonistyczne wobec ludzkiej wolności. Udręka moja i wyobcowanie kładą się na los uniwersalnych kontekstów, na obrazie olejnym konkretnego doświadczenia skazanego na uległość wobec ustalonych abstrakcyjnych zasad – oto ja wśród cierpienia, pochylony nad wizją śmierci polskiej myśli szkoleniowej, wspominam imiona najwybitniejszych. Tak Panowie, macie rację, jesteśmy skazani na bycie wolnymi. Zważcie jednak… konieczność wyboru nie czyni nas pozbawionymi głębszej racji!".

Upadł prezes – Najszybszy Napastnik wstał. Zaczął rytmicznie uderzać dłonią w dłoń, co wraz podchwyciła cała sala. „Śmierć nie jest końcem, a kolejnym życia początkiem” – szepnął pod nosem nieustannie nim kręcąc, wyraźnie wzruszony zastępca prezesa. Sam prezes był już spokojniejszy, a spokój ów rodził się z niezachwianej wiary w powszechny kryzys i tragizm współczesnej historii. Wielki żniwiarz odszedł w nadziei. Niegdysiejszy łotr, który staje się światłem. Nacisk na indywidualizm oparł się na wierze w wartość ideału – jednostki o wszechstronnym geniuszu. Postać buntownika-awanturnika-szaleńca-Boga jedynym stawała się sensem i jedyną receptą na rodzący się wśród działaczy nihilizm. „Postawmy na radykalny perspektywizm! – grzmiał Najszybszy Napastnik – oto Prometeusz niesie wyzwolenie, duchowy orgazm za pomocą okrytego skórą ognia, w kulistym kształcie. Jesteśmy zbawieni!”.

Oklaski nie ustawały…


Jutro

Finał Ligi Mistrzów. Dostojeństwo poznańskich formacji ofensywnych, pełnych finezji i niepohamowanego dążenia do nadpiłkarstwa, zderzone z podłą katalońską moralnością stylu obronnego. Poddający się narzuconym normom i taktyce trenera piłkarze z półwyspu realizują swój niewolniczy los. Na trybunach szaleństwo dionizyjskiej nocy, orgiastyczny pląs w rytm nasączonych narkotyczną wizją okrzyków…

Spojrzał na herb, na wiszący tu od lat lekko zakurzony proporczyk. Tuląc się do rzeczywistości, odganiał plastyczne wizje. W pamięci miał jednak słowa prezesa i wiarę, że przez pragmatyzm, egzystencjalizm, marksizm i psychoanalizę, aż po feminizm, hermeneutykę, dekonstrukcjonizm i postempirystyczną teorię uwarunkowań – pewnego dnia obudzimy się razem, bez zależności od kontekstu, w finale ukształtowanych przez umysłowe nurty rozgrywek, z mokrymi od łez niebiesko-białymi plamami na uśmiechniętych polikach.

 

Krzysztof Krajewski
zwolennik futbolu chaotycznego,
niecelnych podań i boiskowych złośliwości

 

Komentarze

nie dodano jeszcze żadnego komentarza.

Dodaj komentarz

 

*tytuł komentarza:

*treść komentarza:

Token

*wpisz znaki widoczne na obrazku:

 
Wokół piłki
Kiks Garrinchy. (Nie)wczesne urodziny
"Komentujący Jan Ciszewski nie zapomniał powiedzieć, że sędzia spotkania pan Patrick Partridge jest z zawodu farmerem, ale o mnie nic nie mówił. Mała dziewczynka – dzisiaj ma ze czterdziestkę – wręcza tuż przed pierwszym gwizdkiem Mirosławowi Bulzackiemu kwiaty i nie są to kwiaty dla mojej matki. Jan Tomaszewski płacze w czasie hymnu ze wzruszenia, ale wzruszony jest stutysięcznym śpiewem, a nie wiadomością o moich urodzinach" - cykliczny felieton Adama Adamczyka. więcej
 
Aktualności
2012-05-11
"Pisarze wobec futbolu. Negacje, irytacje, fascynacje"
Erotyzm futbolu, piłka nożna jako tworzywo poetyckie, poeta-chuligan... Katolicki Uniwersytet Lubelski zaprasza na konferencję poświęconą związkom futbolu i literatury (4-5 czerwca 2012). więcej
Archiwum cytatów

“Przelobować to zagrać tak, żeby piłka spadła bramkarzowi za plecami niczym liść jesienny, najlepiej klonowy, bo wirujący.”

Jerzy Pilch

Alexi Lalas
Słaba jakość krótkiego filmu nie pozwala dokładnie zorientować się, jak wygląda nocny klub muzyczny, który zwabił na gościnny występ prawie dwumetrowego rudzielca, z gęstą brodą i długimi włosami. Widzowie mogą odnieść wrażenie, że człowiek, który zaraz będzie śpiewał, nieco chowa się za swoim zarostem, dając do zrozumienia, że nie do końca czuje się na swoim miejscu. Ale oto rozpoczyna się piosenka i od razu rozpoznajemy nieśmiertelny standard. To „Johnny B. Good” z repertuaru Chucka Berry’ego. Ogromny facet podchodzi do mikrofonu i od pierwszych taktów nie mamy wątpliwości, że początkowe wrażenie było czystą kokieterią. Bo Alexi Lalas bez dwóch zdań umie śpiewać. więcej