Strona główna > Felieton

Kiks Garrinchy. Studium i punctum mundiali

Zapiekły kibic liczy czas w oparciu o czteroletni cykl piłkarskich mistrzostw świata. Ktoś się urodził rok po mistrzostwach w Chile, ktoś brał ślub w dniu meczu Polski z Niemcami i tak dalej… Owe święte dla kibiców znaki wyznaczają przestrzeń czasu, nazwanego przez antropologów kolistym. O ile jednak – według tradycyjnych wykładni czasu kolistego – rzeczywistość to niezmienna, pozbawiona indywidualnej charakterystyki synteza życia i śmierci, o mundialach tego powiedzieć nie można – wszystkie były inne, indywidualnie przeżywane, każdy z nas może powiedzieć: moje mundiale! By użyć formułki Rolanda Barthes’a – każdy turniej ma swoje studium, ale i osobiste punctum. Studium jest tym, co widoczne gołym okiem, punctum – tym, co przykuwa uwagę, stanowi o blasku lub szarości, to drobiazg lub drobiażdżek, który przywoła pamięć. Często mogą to być elementy powiązane w sposób trudny do logicznego wytłumaczenia – jakieś intuicje, fantasmagorie, skojarzenia…

Nie przesadzam? W najmniejszym stopniu! Piłką interesuję się od dziecka, to ona dostarcza metafor mojej wyobraźni. A historią mistrzostw świata w piłce nożnej interesuję się chyba od zawsze. Poniżej wariacja na ten temat.

Urugwaj 1930. Brak poczucia realności (słabe zdjęcia i fatalne taśmy filmowe, brak kolorów strojów); nieestetycznie odszyte kostiumy zawodników; fotografia Jose Leonardo Andrade (romans z Josephine Baker, Paryż); olbrzymi Estadio Centenario (przypomina poznański stadion im. Edmunda Szyca); sylwetka sędziego Langenusa; piłkarze Rumunii gimnastykujący się na pokładzie parowca „Conte Verde”; Héctor Castro – piłkarz bez ręki; Urugwaj – jedna z najbardziej charakterystycznych dla mundialu drużyn.

Włochy 1934. Wciąż brak poczucia realności; Mussolini; swastyki na piersiach piłkarzy niemieckich; legenda Zamory; dziwna, ale bardzo typowa dla przedwojnia architektonika stadionów; reklamy na stadionach! „Encyklopedia piłkarskich mistrzostw świata” Gowarzewskiego; Hugo Melis.

Francja 1938. Rosnąca realność; nasilająca się komercjalizacja (więcej reklam na stadionach), nowocześniejsze stadiony; Polacy (zgrupowanie w Wągrowcu, wyjazd z Poznania); Leonidas bez butów; Wilimowski – renegat (lektura książki Jelenia i Koniecznego); piłka Allen; fotografie z meczu Polska – Brazylia (przez lata znałem tylko jedną); czuć wojnę.

Brazylia 1950. Wielka Maracana; wielkie boisko; straszny upał; słońce; ładny krój strojów brazylijskich; „Biel, kolor żałoby” (tytuł z książki Jelenia i Koniecznego); mecz Anglia – USA (film „Mecz ich życia” i patetyczna przemowa Stana Mortensena – jak do dzikusów); utrwalony na filmie płacz kibiców brazylijskich; fotografia uwieczniła sędziego Readera, kończącego mecz Brazylia – Urugwaj (zwrot w historii piłki nożnej!); bramkarz Barbossa.

Szwajcaria 1954. Coraz większa realność; nowoczesny stadion „Wankdorf” w Bernie; znaczek pocztowy z Ferencem Puskasem; walka o piłkę Liebricha i Puskasa, a u góry druty wysokiego napięcia; Koreańczyk grający w okularach; głos sprawozdawcy niemieckiego relacjonującego finał; „Zły” Leopolda Tyrmanda i wiśniowe koszulki węgierskich chłopców; największa sensacja – czy Herberger już w pierwszym meczu to przewidział?; stare twarze piłkarzy (dotyczy to też wcześniejszych mistrzostw).

Szwecja 1958. Stadion „Rasunda” w Solna – w czasach dzieciństwa wydawał mi się bardzo nowoczesny (dach, dwa piętra trybun, sporo reklam); niebieskie stroje Brazylijczyków; śmieszne spodenki piłkarzy szwedzkich (niektórzy wyglądają bardzo staro – Gunnar Gren); pierwsze kolorowe fotografie z mistrzostw! Polska – ZSRR.

Chile 1962. Brak atrakcji, nigdy nie lubiłem czytać o tych mistrzostwach – nuda i bardzo daleko, jakby na innej planecie (Meksyk i Brazylia wydają się dużo bliższe); cecha absolutnie wyróżniająca – łukowate boki bramek; może jeszcze bójka Włochów z Chilijczykami.

Anglia 1966. Zupełne przeciwieństwo tamtych mistrzostw; stolica piłki nożnej; dystyngowane Wembley; wspaniała atmosfera; typowo piłkarskie stadiony; kolorowe filmy z mistrzostw; piłka „Slazenger”; Tofik Bachramow i bramka-niewidka; niebiesko-czarne stroje Włochów w meczu z Koreą; Brazylia na kolanach; Gundi Asparuchow; „Powiększenie” Antonioniego; najbardziej klasyczne z mistrzostw?

Meksyk 1970. Nie było mnie jeszcze wtedy na świecie, ale mam do tych mistrzostw stosunek emocjonalny (czasy studiów moich rodziców); słońce i upał; męczące dogrywki; Gundi Asparuchow; Peter Bonetti; piłka Adidas Telstar(najbardziej klasyczna piłka w historii, tak zwana biedronka); listy ojca relacjonujące mecze (był wtedy w Szczecinie i ściągał sygnał z telewizji enerdowskiej, nasi nie transmitowali); król Pele; parada Banksa; zielone koszulki Niemców (z kwadratowym nadrukiem); Izrael; Brazylia – najlepsza drużyna w historii piłki nożnej?

RFN 1974. Pierwsze nowoczesne mistrzostwa: bardzo współczesne umiejscowienie reklam; stroje piłkarzy z emblematami producentów, trzy paski Adidasa – aż dziwne, że mnie jeszcze nie było na świecie; Fryzura Ramona Heredii (Leon Niemczyk w „Krzyżakach”); reprezentacja Szkocji i najbardziej oldschoolowe stroje (koszulki z eleganckimi kołnierzykami, etykietki z numerami na getrach); wykwintne niemieckie albumy ze zdjęciami z mistrzostw; mecz Brazylia – Argentyna w Hanowerze (klasyk bez echa); mecz Holandia – Brazylia: piękny stadion w Dortmundzie, jupitery, obie drużyny ubrane w drugi komplet strojów); pięć minut Zairu (dodać jeszcze trzeba walkę Allego z Foremanem w Kinszasie); parada autobusów na stadionie w Monachium; reprezentacja Szwecji; polskie eliminacje; przejazd piłkarzy przez Warszawę; Gierek.

Argentyna 1978. Konfetti, serpentyny, misteryjna atmosfera na meczach Argentyny, coś jakby pogańskie święto obfitości, a z drugiej strony – szary, nudny, beznamiętny anturaż meczów rozgrywanych przy świetle dziennym; nie lubię tych mistrzostw (te bieżnie, monumentalne stadiony bez duszy); znaczek PCK na koszulkach Polaków; obcisłe stroje Argentyńczyków – tak krótkich spodenek nie było nigdy wcześniej i nigdy później; Meksyk gra w strojach Levi’s; czy wydaje mi się tylko, czy coś z tego turnieju pamiętam osobiście? Piłkarza z długą czarną brodą (Meksykanin Leonardo Cuéllar); piłki AdidasTango (charakterystyczny wzór przez lata).

Hiszpania 1982. Wakacje w Świnoujściu, oglądam w kolorowym telewizorze zawodników w białych koszulkach z czerwonym poprzecznym pasem: to mecz Polska – Peru. Podobają mi się te koszulki i chyba zaczynam interesować się piłką; Polska – Belgia już w Poznaniu: strasznie ciepło, we wszystkich mieszkaniach osiedla pootwierane okna i drzwi balkonowe; Wielotysięczny ryk po golach Bońka – prawdziwa egzemplifikacja wzniosłości! A więc pierwsze świadome przeżycia; Poza tym – pstrokate stroje Kamerunu (dla mnie to jeden z najbardziej mundialowych krajów); okoliczności meczu Brazylia – Włochy: klaustrofobiczny, dzisiaj już nieistniejący Estadi de Sarrià w Barcelonie (Makowiecki nazwał go „kurnikiem”, ludzie na pobliskich wieżowcach obserwowali mecz); reklama z piłkarzami Hiszpanii, grającymi w garniturach; mundialowe piosenki Łazuki.

Meksyk 1986. Moje najukochańsze, w pełni przeżywane mistrzostwa, chociaż wszystkie mecze bez jupiterów i nie wszystkie obejrzane (strefy czasowe); kolorowe, nasycone, pastelowe barwy; „Viva la furia Espagnole! Viva Emilio Butragueno!” – tytuł po meczu Hiszpanii z Danią; trick Socratesa przy karnym z Polską; Maradona!! (ale zupełnie nie pamiętam, czy mu kibicowałem); piłka Adidas Azteca; Josimar; całkowicie dla mnie anonimowy Lineker; nożyce Negrete; wiem, że to banalne – ale bramki Maradony w meczu z Anglią; porażka Brazylii w meczu z Francją (cieszyłem się jak głupi!); rozczarowanie po meczu Francji z RFN; w finale chyba kibicowałem Argentynie; „Onze” – „Le Numero Souvenir” – na okładce fotka Maradony i tytuł Le sacre du Maradona; gra w piłkę na Łęgach Dębińskich.

Włochy 1990. Obiektywnie były to nudne mistrzostwa, ale nie dla mnie: pierwszy turniej obejrzany w całości; Kamerun! Lineker! Kolumbia (kilka tygodni wcześniej byli na Bułgarskiej); Encyklopedia piłkarskich mistrzostw świata Andrzeja Gowarzewskiego; Urugwaj – Hiszpania (zdałem do liceum!); Niemcy – Holandia: supermecz; Brazylia – Argentyna: Maradona i wszystko jasne! Niemieckie skarby kibica – bogato ilustrowane sonderhefty; Anglia – Kamerun, kibicowałem Anglikom! Gol Linekera w meczu z Niemcami; Argentyna – Włochy… i wszystko jasne!

USA 1994. Jakoś nie lubię tych mistrzostw; brak piłkarskiej atmosfery; brak emocji; deficyt typowo piłkarskich krajów – mistrzostwa bez Urugwaju, Anglii i Szkocji! Matura i egzaminy na studia; chęć zobaczenia wszystkich meczów, nawet w porannych powtórkach (nie było to ciekawe, bo i tak znałem wyniki); pstrokaty ubiór Camposa; Bułgaria – Niemcy: upadek mitu niemieckiej piłki reprezentacyjnej; Stoiczkow, Leczkow, Trifon Iwanow (diabeł tasmański); finał z karnymi; jeszcze raz powtórzę – bez emocji, nuda (dziwne, bo wszystkim się ta impreza podobała…).

Francja 1998. Początek polonistyki; świetna atmosfera; bramka Owena; wszystko podporządkowane zwycięstwu Francji, ale bez tej nachalności sprzed ośmiu lat – Francuzi mnie nie drażnili, wydali mi się bardzo naturalnym faworytem turnieju; zmierzch starych mistrzów: Matthäus, Polster, Zubizarreta, Michael Laudrup (zaczynali grać wtedy, kiedy ja zaczynałem interesować się piłką) i narodziny nowych: Zidane, Henry, Ronaldo – te mistrzostwa są dla mnie łącznikiem między przeszłością a teraźniejszością; klęska Niemców; klęska Nigerii z Danią (nie znoszę ich od czasu czerwonej kartki Zoli podczas mistrzostw w 1994 roku).

Ostatnie turnieje zlewają mi się w jedną całość. Przede wszystkim przyspieszył czas – od Korei do Niemiec poszło bardzo szybko, od Niemiec do RPA – z szybkością błyskawicy! Konstatacja nie jest przesadnie sympatyczna – im człowiek starszy, jego subiektywne odczucie upływu czasu zmienia się, myślę nawet, że będzie coraz gorzej, mundiale będą coraz częściej! Przestaną być świętem, a ja i tak będę się starzał.  Ostatnie turnieje nie wryły mi się w pamięć jakoś szczególnie – raczej bez przebłysków emocjonalnych:

Korea i Japonia 2002. Pstrokate piłki (koniec z charakterystycznym wzorem piłki Adidasa); wreszcie Polska na mundialu! Rozłożone przed telewizorem papiery z magisterką; Korea – Włochy – nienawidzę Korei! Przepiękne stroje Włochów; półfinał Turcja – Brazylia, otrzymuję najniższy stopień naukowy!

Niemcy 2006. Końcówka półfinału Niemcy – Włochy – za wszystkie nasze rany i smutki; Włochy – tak się gra w turnieju! Fabio Grosso – każdy chłopak chciałby strzelać karnego o takim znaczeniu; po raz pierwszy większość piłkarzy jest młodsza ode mnie!

RPA 2010. Prawie wszyscy piłkarze są młodsi ode mnie – nigdy tak nie było! Wszechobecne wuwuzele (zatem punctum czy studium?); ośmiornica Paul; piłki – niewidki „Jabulani”; Ciekawostka klimatyczna – piłkarze w rękawiczkach, opatuleni w kurtki; przepiękne oldschoolowestroje Anglików; bardzo ładne stroje Meksyku; czarne stroje Niemców (Hitler, Ucieczka do zwycięstwa Johna Hustona); dyskusja o wprowadzeniu elektroniki do korygowania błędów sędziowskich; zemsta Niemców na Anglikach za decyzję Bachramowa; URUGWAJ!!!


Adam Adamczyk
krytyk, prozaik
Publikował m.in. w "Czasie Kultury" i serwisie futbol.pl

 

>>> KIKS GARRINCHY. NA CO DZIEŃ I OD ŚWIĘTA

>>> KIKS GARRINCHY. SUMA SZCZĘŚCIA I PECHA

>>> KIKS GARRINCHY. O KSIĄŻCE PIŁKARSKIEJ

>>> KIKS GARRINCHY. PIŁKARZE (NIE)LUBIANI

>>> KIKS GARRINCHY. TORT ŻAŁOBNY

 

Komentarze

nie dodano jeszcze żadnego komentarza.

Dodaj komentarz

 

*tytuł komentarza:

*treść komentarza:

Token

*wpisz znaki widoczne na obrazku:

 
Wokół piłki
Kiks Garrinchy. (Nie)wczesne urodziny
"Komentujący Jan Ciszewski nie zapomniał powiedzieć, że sędzia spotkania pan Patrick Partridge jest z zawodu farmerem, ale o mnie nic nie mówił. Mała dziewczynka – dzisiaj ma ze czterdziestkę – wręcza tuż przed pierwszym gwizdkiem Mirosławowi Bulzackiemu kwiaty i nie są to kwiaty dla mojej matki. Jan Tomaszewski płacze w czasie hymnu ze wzruszenia, ale wzruszony jest stutysięcznym śpiewem, a nie wiadomością o moich urodzinach" - cykliczny felieton Adama Adamczyka. więcej
 
Aktualności
2012-05-11
"Pisarze wobec futbolu. Negacje, irytacje, fascynacje"
Erotyzm futbolu, piłka nożna jako tworzywo poetyckie, poeta-chuligan... Katolicki Uniwersytet Lubelski zaprasza na konferencję poświęconą związkom futbolu i literatury (4-5 czerwca 2012). więcej
Archiwum cytatów

“Przelobować to zagrać tak, żeby piłka spadła bramkarzowi za plecami niczym liść jesienny, najlepiej klonowy, bo wirujący.”

Jerzy Pilch

Alexi Lalas
Słaba jakość krótkiego filmu nie pozwala dokładnie zorientować się, jak wygląda nocny klub muzyczny, który zwabił na gościnny występ prawie dwumetrowego rudzielca, z gęstą brodą i długimi włosami. Widzowie mogą odnieść wrażenie, że człowiek, który zaraz będzie śpiewał, nieco chowa się za swoim zarostem, dając do zrozumienia, że nie do końca czuje się na swoim miejscu. Ale oto rozpoczyna się piosenka i od razu rozpoznajemy nieśmiertelny standard. To „Johnny B. Good” z repertuaru Chucka Berry’ego. Ogromny facet podchodzi do mikrofonu i od pierwszych taktów nie mamy wątpliwości, że początkowe wrażenie było czystą kokieterią. Bo Alexi Lalas bez dwóch zdań umie śpiewać. więcej