Strona główna > Felieton

Kiks Garrinchy. Tort żałobny


Czekałem na ten mecz od Wielkanocy, żyłem potyczką Realu z Barceloną, spierałem się z moim bardzo dobrym kolegą o możliwy wynik. Znamy się od około ćwierćwiecza i od ćwierćwiecza sprzeczamy się, deliberujemy o wyższości di Stefano i Sancheza nad Cruyffem i Linekerem. Kumpel od dziecka kibicuje Realowi (Hugo Sanchez, Emilio Butragueňo, Manuel Sanchis, Martin Vàzquez, Francisco Buyo – grali wtedy z reklamą „Parmalat”, już po „Zanussi”). To do dzisiaj jego legendarna drużyna, ta z Zidane i Roberto Carlosem jest, jak twierdzi, tylko dodatkiem do dziecięcej miłości. Moje początkowe admiracje piłkarskie były zmienne – Juventus z Bońkiem i Platinim, Belg Jan Ceulemans, ale i bramkarz grecki Nikos Sarganis (grał z Polską w Zabrzu ubrany na czarno i w ten sposób wpisywał się w estetykę legendarnych goalkeeperów, o których czytałem w książkach – Jaszyna, Zamory). Wszystkich moich niegdysiejszych idoli już sobie nie przypomnę. Barcelonę uznałem za swój klub po sławnych meczach z Lechem w Pucharze Zdobywców Pucharów. Tak czy owak od długiego już czasu, dwa razy w sezonie, spieramy się, dyskutujemy, docinamy sobie, eskalujemy emocje.

Chociaż mieszkamy blisko siebie, nigdy nie oglądaliśmy El Clàsico wspólnie, jednak tym razem kumpel miał do mnie wlecieć na mecz. Ronaldo kontra Messi: czy Argentyńczyk zdoła utrzymać tak długo niebywale wysoką formę, którą porównać można tylko do tego, co Maradona wyrabiał podczas pamiętnych mistrzostw w Meksyku? Pozostawało czekać na sobotni wieczór.     Ale od sobotniego rana 10 kwietnia dużo się zmieniło i wielki mecz Realu z Barceloną nie był najważniejszym wydarzeniem dnia. Piłkarze zagrali w cieniu wydarzeń tragicznych i zachowali się bardzo pięknie – złożyli nam wszystkim hołd w tym niesamowitym, pamiętnym dniu. Kolega nie przyszedł, ja zaś podglądałem pozbawiony emocji mecz – i tak się skończyło. To wyświechtany frazes, ale życie pisze scenariusze najbardziej nieprawdopodobne, chciałoby się powiedzieć – pozbawione smaku zbiegi okoliczności, tragedie tak dramatyczne, że trącące kiczem, gdyby nie to, że za tym wszystkim stoi ludzkie życie…

Zastanawiałem się, jak stacja telewizyjna wybrnie z dziwnej dla siebie sytuacji. Rozgrywki w Polsce słusznie odwołano. Co zrobić z meczem? Zdecydowano się na rzecz dyskusyjną – transmitowano go bez komentarza. Fakt faktem, oglądało się dziwnie, było też jakby nudno. Ale nuda to nie żałoba.

Rozmawiałem z kilkoma znajomymi: co oni by zrobili na miejscu stacji telewizyjnej w tak niecodziennej sytuacji? Transmitować? Nie transmitować? Wyłączyć głos? Zdania były różne. Ostatecznie zdecydowano się nie angażować komentatorów. Ale w związku z tym pytanie: kim jest w istocie komentator sportowy? Kim winien być? Jego podstawową rolą jest przekazać obiektywne informacje tyczące widowiska sportowego. Ma też na bieżąco poddawać ocenie dynamikę sytuacji, jakie generuje widowisko (na przykład w chaosie i przypadku szukać systemu), cała emocjonalna i retoryczna reszta jest tylko dodatkiem, wynikającym z temperamentu, wykształcenia, umiejętności nabytych lub wrodzonych.

Śmiem twierdzić, że owa transmisja była prawdziwym wyzwaniem komentatorskim, a Leszek Orłowski i Jacek Laskowski (bo oni zapewne komentowaliby ów mecz) mogliby zrobić coś absolutnie wyjątkowego – surowego, taktownego, wycofanego. Rzeczowy, zobiektywizowany komentarz nie przekraczałby granic taktu i niewątpliwie wysokich umiejętności.

Autorzy transmisji nie mieli tego dnia łatwo. Musieli zrobić coś wyjątkowego. Zdecydowali się wycofać komentatorów – wyszło trochę tak, jakby usunęli wisienkę z tortu, jedną warstewkę czekolady lub odtłuścili wierzchnią warstwę bitej śmietany. Ale to cały czas był tort, a żałoba to czas postu.

To nie jest zarzut, to wrażenie – sytuacja wymagała w końcu nietypowych i szybkich decyzji, a moje odczucia są być może jak najbardziej odosobnione. Tak sobie po prostu myślałem owego dziwnego wieczoru rzucając okiem – w osamotnieniu – na ową osobliwą transmisję, bez emocji konsumowałem niedorobiony tort żałobny, sknocony z winy niczyjej.

Adam Adamczyk
krytyk, prozaik
Publikował m.in. w "Czasie Kultury" i serwisie futbol.pl


>>> KIKS GARRINCHY. NA CO DZIEŃ I OD ŚWIĘTA

>>> KIKS GARRINCHY. SUMA SZCZĘŚCIA I PECHA

>>> KIKS GARRINCHY. O KSIĄŻCE PIŁKARSKIEJ

>>> KIKS GARRINCHY. PIŁKARZE (NIE)LUBIANI

 

Komentarze

nie dodano jeszcze żadnego komentarza.

Dodaj komentarz

 

*tytuł komentarza:

*treść komentarza:

Token

*wpisz znaki widoczne na obrazku:

 
Wokół piłki
Kiks Garrinchy. (Nie)wczesne urodziny
"Komentujący Jan Ciszewski nie zapomniał powiedzieć, że sędzia spotkania pan Patrick Partridge jest z zawodu farmerem, ale o mnie nic nie mówił. Mała dziewczynka – dzisiaj ma ze czterdziestkę – wręcza tuż przed pierwszym gwizdkiem Mirosławowi Bulzackiemu kwiaty i nie są to kwiaty dla mojej matki. Jan Tomaszewski płacze w czasie hymnu ze wzruszenia, ale wzruszony jest stutysięcznym śpiewem, a nie wiadomością o moich urodzinach" - cykliczny felieton Adama Adamczyka. więcej
 
Aktualności
2012-05-11
"Pisarze wobec futbolu. Negacje, irytacje, fascynacje"
Erotyzm futbolu, piłka nożna jako tworzywo poetyckie, poeta-chuligan... Katolicki Uniwersytet Lubelski zaprasza na konferencję poświęconą związkom futbolu i literatury (4-5 czerwca 2012). więcej
Archiwum cytatów

“Przelobować to zagrać tak, żeby piłka spadła bramkarzowi za plecami niczym liść jesienny, najlepiej klonowy, bo wirujący.”

Jerzy Pilch

Alexi Lalas
Słaba jakość krótkiego filmu nie pozwala dokładnie zorientować się, jak wygląda nocny klub muzyczny, który zwabił na gościnny występ prawie dwumetrowego rudzielca, z gęstą brodą i długimi włosami. Widzowie mogą odnieść wrażenie, że człowiek, który zaraz będzie śpiewał, nieco chowa się za swoim zarostem, dając do zrozumienia, że nie do końca czuje się na swoim miejscu. Ale oto rozpoczyna się piosenka i od razu rozpoznajemy nieśmiertelny standard. To „Johnny B. Good” z repertuaru Chucka Berry’ego. Ogromny facet podchodzi do mikrofonu i od pierwszych taktów nie mamy wątpliwości, że początkowe wrażenie było czystą kokieterią. Bo Alexi Lalas bez dwóch zdań umie śpiewać. więcej